Regulamin /klik/
1. Oceniamy wszystkich, którzy tak jak my uwielbiają magiczny świat stworzony przez J.K. Rowling i prowadzą blog o tematyce potterowskiej [brak wymogów dotyczących serwisu]. Dla wszystkich innych nasza profesjonalna ocenialnia jest obiektem nienanoszalnym;]
2. Widzicie takie „cuś” o jakże wymownej nazwie "Księga gości"? To zamaskowane biuro interesanta, gdzie przyjmowane są Wasze zgłoszenia. Wpis jest szybki i bezbolesny o ile zmajstrujecie na swej stronce odnośnik do Legiliments i wybierzecie oceniającą. Jeśli spełnicie te warunki uznamy cyrograf za podpisany i zostaniecie ocenieni.
3.Nasza rozległa tolerancja i wyrozumiałość nie obejmuje opowiadań o Tokio Hotel lub Blog 27 w Hogwarcie, więc uprzejmie aczkolwiek stanowczo radzimy zrezygnować z naszych usług.
4. Egzaminy, prace, zaliczenia i inne "zawłaszczacze" wolnego czasu konsekwentnie wymyślane przez ćwiczeniowców/wykładowców mogą stanowić problem, jeśli chodzi o wolny czas, dlatego prosimy o wiele wyrozumiałości i cierpliwości
5. Nie liczcie na głaskanie po główce. My nie Superniana, więc czasem damy klapsa i zarzucimy niewybrednym słówkiem. Jako że jesteśmy Sp. z o.o. zgłaszasz się na własną odpowiedzialność, jako osoba poczytalna i świadoma swych czynów;]
6. W hołdzie II RP wprowadzamy jeden z najpożyteczniejszych wynalazków PRL-u: kolejkę. Kto szybciej się wpisze ten zostanie szybciej oceniony – logiczne. Informujemy także, że do każdej z oceniających obowiązuje osobna kolejka, co pozwoli na szybszą ocenę blogów tych osób, którym zależy na czasie;)
7. Każda notka „blog zawieszony” lub niespełnienie regulaminu sprawia, że wylatujesz z kolejki. Tak wiemy, nam też jest przykro…
8. Cztery notki to minimum, jeśli zamarzy Ci się nasza ocenka. Lubimy szablony, ale treścią też nie pogardzimy
9. Przeczytałaś/eś regulamin? I tak Ci nie wierzymy… Aby nas przekonać podaj w zgłoszeniu cyfrę oceniającej [looknij w tym celu do działu „O nas”]
10. Wasza ocenka sama się nie robi, więc na znak, że doceniacie naszą ciężką pracę prosimy o komentarz pod oceną. Oszczędzajcie siły i dwa razy pomyślcie zanim dodacie obraźliwy komentarz [uszy niewinnych i Wasze dobre imię dzięki temu nie ucierpi]
11. Na co zwracamy uwagę podczas oceniania:
*pierwsze wrażenie 0-5
*szablon 0-15
*treść 0-20
*podstrony 0-10
*avatar 0-5
*dodatki 0-5
12. Gdzie Cię możemy zaszufladkować:
* 53 - 55 --> Wybrańcy :)
* 47 - 52 --> Cytrynowe dropsy
*40 - 46 --> Niespełniona przepowiednia
*30 - 39 --> Nargle w jemiole
*20 - 29 --> Krzywy uśmiech Severusa
*0 - 19 --> Pocałunek dementora
13. Ten sam blog oceniamy tylko jeden raz - zanim zgłosisz się do oceny sprawdź notki i wystrój wnętrza. Funkcja "replay" jest wyłączona. Wyjątków nie robimy
14. Jeśli nie spełnisz któregokolwiek z punktów regulaminu usuwamy Twój wpis a ocena idzie w zapomnienie. Mamy dość proszenia, byś łaskawie dodał/dodała nas do ulubionych i tłumaczenia, że zgłaszasz się w Księdze Gości
15. Jak nam przyjdzie ochota pogrzebiemy w regulaminie, by zmienić to i owo, jako że jesteśmy firma niezależna i samowystarczalna

Legiliments Sp. z o.o. dziękuje za uwagę i poświęcenie ok. minuty i czterdziestu dwóch sekund życia na zapoznanie się z regulaminem.

Regulamin wyczarowała Lady Snape wyłącznie na użytek Legiliments Sp z o.o. Kopiowanie karane klątwą niewybaczalną;]








Oceniające
Dodaj nas do ulubionych
Podlinkuj
Profil Lady Snape
Profil Mao de Calinot
Profil Wspólny

Jesteś zadowolona/y z oceny? Klikaj i głosuj na nas!!

blogi

Oceniono:
2007
marzec (2)
kwiecień (13)
maj (6)
czerwiec (11)
lipiec (5)
sierpien (9)
wrzesień (2)
październik (1)

2008
styczeń (1)
marzec (1)
czerwiec (1)
lipiec (1)
wrzesień (1)

2009
luty (1)
marzec (1)
kwiecień (1)
maj (2)
sierpien (1)

Mój Profil

brak kategorii (0)
Ogłoszenia Parafialne (10)
Oceny Lady Snape (24)
Oceny Mao de Calinot (26)
wszystkie (60)



"Ach, muzyka. To magia większa od wszystkiego, co my tu robimy"
/A.Dumbledore/


Szablon wykonała
Mao de Calinot
na potrzeby Legiliments. Zdjęcie zapożyczyłam stąd.
Don't copy!


Legenda:
[†] - ocena

Wybrańcy /53-55/
[†]kitty-potter
[†]the-carrows

Cytrynowe dropsy /47-52/
[†]get-lost-potter
[†]my-magic-friends
[†]megan-meredith
[†]szklane-listy
[†]nowe-dzieje
[†]adolesencja

Niespełniona przepowiednia /40-46/
[†]emilly-in-hogwart
[†]syriusz-i-james
[†]lily-james-i-reszta
[†]inna-niz-on
[†]deatheater-love
[†]milosc-niesmiertelna
[†]vanessa-rose-hp
[†]cleany-aqunelli

Nargle w jemiole /30-39/
[†]hatred-or-love
[†]nellie
[†]era
[†]hp-by-julicka
[†]flames-of-love
[†]notatnik-draco-malfoya

Krzywy uśmiech Severusa /20-29/
[†]hermionaiwiktor
[†]o-lili-evans
[†]opowiadania-jullean
[†]sweet-lily-evens
[†]emily-doust
[†]pewne-opowiadanko
[†]dudka
[†]remus-and-katia
[†]gwardia-dumbledora
[†]pamietnik-hermiona-drako
[†]truth-love-hope
[†]pamietnik-dracona
[†] corka-lorda-voldemorta
[†]czarny-pan
[†]samogloska
[†]lily-evans-marta
[†]nie-wiem-co-to-milosc [†]agathumm

Pocałunek dementora /0-19/
[†]hg-dm-jl
[†]tutti-frutti
[†]harry-potter-i-mroczna-dusza
[†]roxana-black
[†]my-story-in-hogwart
[†]zapiski-luny
[†]cass
[†]thabita-black
[†]hermionka21
[†]draco-malfoy-i-ja


Czarna Lista Wizengamotu:

Oskarżona: thabita-black
Przewinienie: Brak jakiejkolwiek kultury osobistej i podstawowych zasad dobrego wychowania. W odpowiedzi na niską ocenę nazywa oceniającą panią spod latarni, a książki J.K. Rowling chłamem. Bezczelnie przepisuje pierwszy tom HP podając się za jego autorkę. Jest żałosna. Ostrzegamy inne ocenialnie
Wyrok: żałosne dziecko

Odczyt myśli nr 50

czwartek, 27.sierpnia.2009, 12:17





Ach, ach… i jeszcze raz ach, [bo tak głupio kończyć na dwóch „achach”], tyle czasu mnie tu nie było, [robi skruszoną minkę, wbija wzrok w brudną podłogę „legilimentsowego” szablonu], na próbę wystawiłam cierpliwość drogich oczekujących na ocenę, zaś wśród nich najdroższej, [bo pierwszej w kolejce] Anny „Anatis” Antoniny. Kornie przepraszam, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, zwłaszcza, że do blogowego królestwa miłośniczki „Żądła” zawitałam jakieś… [liczy na paluszkach] niemal cztery okrągłe miesiące temu. Nie omieszkałam wówczas skosztować serwowanych przez nią literackich przysmaków, lepszych nawet od delicji maczanych w cappuccino. No nic, jak to mówią – lepiej późno niż wcale. Kolejną ocenę czas zacząć [Fanfary? Oklaski? Chociaż jeden malutki pomruk aprobaty?]


Oceniam
http://adolescencja.mylog.pl


1.Pierwsze wrażenie:
Szok. Dalsze pozostawanie w szoku. Chwilowe wyjście z szoku. Ostatni nagły zawrót głowy. Powolne dojście do siebie. Hmm, ten…tego… Widzę, że meble wymieniłaś i ściany pomalowałaś… Przyznam, że byłam święcie przekonana, iż powita mnie znajomy odcień szarości, a tu taki powiew świeżości [jeszcze farbę czuć w powietrzu]. Na szczęście wysublimowany gust autorki opowieści o zasadniczej pannie Mustellini nie pozwolił na iście barokowe poczynania, więc nowy szablon, choć niewątpliwie bardziej kolorowy, ma w sobie wiele ze szlachetnej prostoty poprzednika. Wszystko nadal stonowane i ściśle pod kontrolą, choć dzięki barwom, bardziej świeże i rumiane. Każdy dzień przynosi nowe niespodzianki…
[5/5]


2.Szablon:
Stare ustąpiło miejsca nowemu, a Twój blog bynajmniej nie stracił na wartości. Przejście od bezpiecznej i nudziarsko poprawnej szarości do zdecydowanie bardziej intensywnej w swej wymowie i dość mrocznej kolorystyki było dość radykalnym i wielce odważnym posunięciem, ale opłaciło się. Estetycznie i wyważenie, – co tu dużo mówić. Brak niepotrzebnego nadmiaru, zbędnych bibelotów, sztucznych kwiatów, baloników na patyku, motyli bujanych, koników drewnianych czy jak to tam szło… Oryginalnie, pomysłowo i nadal bardzo minimalistycznie. Szablon w pełni mnie zadowala i innych też powinien.
[15/15]


3.Treść
A ja już to czytałam! I nawet wiele jeszcze pamiętam. Jak to Adriannę wyrzucono z redakcji, jak to uganiała się za naczelną, mając nadzieję na… Ale od początku, zacznijmy od samego „przedpoczątku”; jeszcze raz wejdźmy do galerii Twych literackich szkiców i uważnie przypatrzmy się każdej kresce…

W prologu dumną Adę Mustellini zastajemy z dość kwaśną minką, będącą wypadkową irytującego śmiechu macochy Kendry, przydeptującego własne uszy psa, niepukającego do siostrzanego pokoju brata i innych mniej lub bardziej ważnych czynników, w tym także meteorologicznych. Autorka daje nam pierwszy szkic „charrrakterku” młodej panny Krukonki, która miast swojskiego nieporządku w pokoju ma muzealną wystawkę, okazuje brak szacunku uprzejmej i „chorobliwie zwyczajnej” Kendrze, wypowiadając pod jej adresem mniej lub bardziej wyszukane zwroty potępienia i nakazuje „upośledzonemu” bratu, oraz jego „chorym imaginacjom” natychmiastowe opuszczenie pokoju. Po niespodziewanym przejechaniu się na schodo-zjeżdżalni autorstwa zaśmiewającego się braciszka, Adrianna może wreszcie w spokoju przeczytać list z Hogwartu – list, który trwale uszkodzi jej zdolności do okazywania zadowolenia z życia, o ile kiedykolwiek takowe posiadała. Miast upragnionego awansu na stanowisko redaktor naczelnej Adrianna dostaje mocnego pstryczka w nos. Wymarzona fucha dumnej pani redaktor przypada bowiem w udziale niejakiej Prunelli, zaś ostatnią decyzją dotychczas królującej naczelnej, Berty Jorkins, jest usunięcie naszej bohaterki z posady dziennikarki szkolnej gazetki „Feniks”. Krukonka, nie mogąc uwierzyć w tak niefortunny zbieg okoliczności, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i listownie rozmówić się z Jorkins…

Rozdział pierwszy przynosi nam w darze bardzo cenne zjawisko – pierwszy, dość szeroki uśmiech Adrianny Em, która przeżywszy chaos szkolnych zakupów, wizytę w ohydnej dziurze zwanej „Dziurawym Kotłem”, stałą obecność rozwrzeszczanych tłumów na ulicach i peronach oraz głupotę infantylnych uwag Kendry wreszcie może cieszyć się dziesięcioma miesiącami stałej nieobecności poczciwej macochy. Niestety, nerwy Adrianny dość często wystawiane są na ciężkie próby wytrzymałościowe: nużące Ceremonie Przydziału, wyże demograficzne, niespodziewane ataki szczurów koleżanek i niemożność dostania się do siedziby gazetki szkolnej, strzeżonej przez Weryfikatora Identyfikatorów skutecznie utrudniają żywot wiecznie wykrzywionej bohaterki. Ponieważ stale podirytowana i niezadowolona z wszystkiego Ada nie otrzymuje odpowiedzi na swój list do Berty, postanawia znaleźć sposób na porozmawianie z Prunellą. Nowa redaktor naczelna, miast okazać trochę serca, dobitnie potwierdza decyzję o zwolnieniu Adrianny i nie ma czasu, ani ochoty na dalsze roztrząsanie tej kwestii. Kolejnym wrogiem panny Mustellini okazuje się także Gryfonka, Dorcas Meadowes, której życiowym celem jest teraz maksymalne utrudnienie, tudzież uniemożliwienie swej największej dotychczasowej konkurentce powrotu na łono redakcji, w związku z czym zaczyna pełnić funkcję pseudo-ochroniarza Prunelli i na krok nie odstępuje pani redaktor, torpedując tym samym plany Ady. Pomimo to Krukonka nie traci nadziei, nadal nie porzuca zamiaru dorwania „niegrzeszącej inteligencją” naczelnej w ciemnym koncie, uważając, że siłą swych dobitnych argumentów przekona ją do zmiany decyzji. Adrianna często czatuje pod drzwiami redakcji i zdecydowanie zbyt dużo razy odchodzi z kwitkiem, choć jej determinacja nie topnieje. Mnożą się bezowocne próby, zaś poczucie bezsilności i niewesołe myśli „tupiącej” przez zamek bohaterki wpakowują ją któregoś razu w niezbyt uprzejmego Ślizgona. Między potrąconym a potrącającą dochodzi do króciutkiej wymiany zdań i chwilę później oboje stają się ofiarami żartu szkolnych dowcipnisiów, trafiając pod opiekę pani Pomfrey.

Ponieważ czas w Skrzydle Szpitalnym nie płynie zbyt szybko, ciekawa rozmowa zdecydowanie może go przyspieszyć. Adrianna i jej nowy znajomy, Regulus Arcturus Black, szybko nawiązują nić porozumienia. Duma Regulusa, jego znajomość drzewa genealogicznego i fakt, że matka Adrianny była jedną z Blacków, sprawiają, iż Ślizgon czuje się zobowiązany do udzielania swej urażonej „kuzyneczce” cennych rad, odnośnie „naginania zasad”, które to „naginanie”, jest jego zdaniem w pewnych, wyjątkowych sytuacjach czynem jak najbardziej słusznym. Niedługo po opuszczeniu Skrzydła Szpitalnego Ada ma okazję udać się do Hogsmeade, by „fochać się”, prychać, uśmiechać pogardliwie i krzywić na kremowe piwo oraz przesiadywać w towarzystwie koleżanek na starym cmentarzyku i burczeć na nie z cienia, że od słońca robią się zmarszczki oraz okazywać swe znudzenie tematem Regulusa i Syriusza Blacków. Wiecznie zły nastrój Adrianny pogłębia jeszcze fakt, iż w tym miesiącu jej szlachetne nazwisko nie widnieje na liście pracowników redakcji, w świeżo wydrukowanym numerze „Feniksa”. Pojawienie się Jonathana Summersa nie poprawia Adzie nastroju. Panna Mustellini i jej równie malowniczo prychający na wszystko i wszystkich chłopak oddalają się w celu popychania sobie na siebie nawzajem, po czym oboje urażeni kończą te specyficzną „randkę”. Przygnębionej Krukonce zdarzają się teraz chwile nieuwagi podczas lekcji, zaś w odpowiedzi na życzliwe uwagi przyjaciółek obrażona pakuje się w kolejnego przedstawiciela płci brzydkiej, tym razem w pracującego w Ministerstwie Spike’a, wytrącając mu paczuszki z rąk i sama malowniczo rozsypując własne rzeczy. Ponadto Ada nadal wysiaduje na kamiennym parapecie przed redakcją, marznąc i marząc o dorwaniu Prunelli. Pewnego dnia, zmartwiona przeciągającą się nieobecnością naczelnej wpada na niecny plan i przypadkowo spotkanego na korytarzu Prawie Bezgłowego Nicka chytrze wysyła na przeszpiegi. Tym sposobem dowiaduje się o kłótni pomiędzy Pryette i jej samozwańczym ochroniarzem Dorcas. Okazuje się, że znudzona stałym nadzorem naczelna okazała pannie Meadowes swoje niezadowolenie. Nieoczekiwanym sprzymierzeńcem okazuje się, że także Regulus, który ułatwia Adzie podjęcie długo oczekiwanej rozmowy.

Z kolejnego rozdziału, rozpoczętego drobnym incydentem ze szczurem w roli głównej, [który był uprzejmy obudzić Adriannę] dowiadujemy się, że panna Mustellini dostała od redaktor szansę na powrót do redakcji. To napisany przez Adę artykuł ma przywrócić jej miejsce wśród dziennikarzy „Feniksa”, o ile tylko trafi w gust Prunelli, a ten niestety jest odmienny od wysublimowanego smaku naszej bohaterki. Ada mieni się bowiem „poważną dziennikarką” i nie ma zamiaru pisać o towarzyskich dyrdymałach, a tego się najwyraźniej od niej oczekuje. Adriannę bardziej od romansu woźnego Filcha i bibliotekarki Pince interesują śmierciożercy i ich stale zwiększająca się aktywność. Sen z powiek spędza Krukonce znalezienie „niezwykłego” tematu na artykuł, dzięki któremu mogłaby olśnić swą przełożoną. W międzyczasie panna Mustellini wraz z koleżankami: Florą i Rosalie, udaje się na lekcję opieki nad magicznymi stworzeniami prowadzoną przez prof. Kettleburna, który po długiej nieobecności powrócił właśnie w hogwarckie mury. W trakcie zajęć Adzie pęka torba i gdy zawstydzona zbiera swoje rzeczy, zauważa ministerialny pakunek, który przez przypadek sprzątnęła niegdyś sprzed nosa Spike’owi. Okazuje się, iż Ministerstwo ostatnio zajęte było przetrząsaniem szkolnej biblioteki, zaś jedna z niebezpiecznych książek, zarekwirowanych przez Ministerstwo, przypadkiem znalazła się w posiadaniu panny Mustellini. Niestety, niepozorna paczuszka zabezpieczona jest silnym zaklęciem, zaś przełamanie pieczęci okazuje się czasochłonnym zajęciem i bezskutecznie biedząca się nad nią aż do trzeciej nad ranem Adrianna, płaci za zarwanie nocy dodatkową pracą domową z numerologii. Ponadto dzień przynosi Adzie troszkę towarzyskich plotek i zaproszenie od Jonathana na przyjęcie Klubu Ślimaka. Ponieważ bankiet z okazji urodzin prof. Slughorna ma odbyć się jeszcze tego samego dnia, panna Mustellini ma li i jedynie pół godziny na przygotowania swej wieczornej toalety. Podczas przyjęcia Ada spotyka Regulusa i ma zaszczyt z nim zatańczyć. Młodszy z Blacków ponownie pyta o problemy z redaktor i panna Mustellini szybko urywa się z przyjęcia, by kilka godzin później usnąć z nosem w książce od numerologii. Nadal nie znamy tajemniczej zawartości paczuszki z biblioteki…

Piszesz bardzo dobrze, droga Anatis. Opisy bez wątpienia są Twoją mocną stroną, z wdziękiem posługujesz się mową ojczystą i serwujesz nam postaci charakterologicznie nadzwyczaj ciekawe. Sama panna Mustellini jest bohaterką wielce irytującą i niezbyt dającą się lubić, ale bardzo ciekawie wykreowaną. Nie należy do jakże zasobnego grona słodkich dziewoi, co to wiersze czytują przy blasku księżyca, zakochują się w przystojniakach o wielkich oczach, długich rzęsach i romantycznym usposobieniu, po czym ranione przez tychże wylewają oceany „perłowobiałych” łez. Na szczęście w Twoim opowiadaniu jak na razie brak motywu zranionej duszy kruchej bohaterki o gołębim sercu. Ada jest bowiem jej całkowitym przeciwieństwem. Co prawda po lekturze trzeciej notki człowiek jest już lekko zirytowany irytacją Adrianny, jej dumą, ciągłym prychaniem, ciągłym niezadowoleniem i z lekkim znużeniem, bez większego zdziwienia odnotowuje że prycha po raz kolejny… i kolejny… i kolejny i znowu ma zły humor i znowu jej się humor psuje [choć i tak już był popsuty, zanim psuć się zaczął] i o maj Snejp, ona znowu prycha. Rozumiem, że to cała Ada, ale mogłaby od czasu do czasu czymś czytelnika zaskoczyć. Prozaiczna, nudna, nie budząca większej sympatii – taka jest, z Twej woli i z Twojego zamierzenia, całkiem Twoja bohaterka, ale o samym opowiadaniu nie można już tego powiedzieć. Wprowadzasz wiele ciekawych wątków, dialogi pomiędzy bohaterami są dobrze zbudowane i widać, że nie brak Ci poczucia humoru. Jedyne, co mnie irytuje to dość rozwleczona akcja, a zarzut ten jest w moich ustach naprawdę rzadki, bo potrafię w pełni zadowolić się samymi opisami i zazwyczaj nie mam pretensji o leniwy rozwój wypadków. Teraz jednak jestem zmuszona przyznać, że powrót Ady na łono redakcji trwa już zdecydowanie zbyt długo, ale rozumiem, że by napisać olśniewający artykuł, musi uporać się z pewną „nieprzełamywalną” jak do tej pory pieczęcią, więc zwyczajnie trzeba uzbroić się w cierpliwość. Bardzo przypadła mi do gustu Twoja kreacja postaci Regulusa Blacka. Uczyniłaś go bardzo wyważonym, inteligentnym i dumnym człowiekiem, przy którym Syriusz wydaje się niedojrzałym emocjonalnie dowcipnisiem o miernym umyśle. Ponadto jestem zachwycona Dorcas. W innych porterowych ff pełni ona bowiem funkcję niezbędnego, aczkolwiek bardzo nijakiego dodatku do słodkiej postaci niejakiej Evans Lily. Ty wreszcie obdarzyłaś ją charakterem, powierzyłaś jakieś zadanie i sprawiłaś, że przestała być tylko przyjaciółką „słitasnej” Rudej. Pozytywnie zaskoczył mnie także wątek przeszukiwania hogwarckiej biblioteki przez Ministerstwo Magii, delikatnie akcentujesz pojawienie się w czarodziejskim świecie zwolenników Czarnego Pana i związanych z tym późniejszych kłopotów. W Twoim opowiadaniu raz po raz migają nam znane poniekąd nazwiska, zaś ich właścicieli opisujesz z właściwą sobie wnikliwością, zachowując te cechy, którymi obdarzyła ich Rowling i dodając przy okazji coś od siebie. Ponieważ zwracam uwagę na tak zwane „smaczki”, w pełni doceniam także wszelkie wzmianki dotyczące mało istotnych, aczkolwiek niezwykle wyśmienitych szczególików, w stylu portretu Rity Skeeter w siedzibie redakcji, staroświeckiego mugolskiego budzika w dormitorium dziewcząt itp. Mam nadzieję, że siedemnastka za treść w pełni Cię zadowoli, choć panna Mustellini z pewnością prychnęłaby z wściekłością i musiałabym szukać odpowiedniej osoby, która uchroniłby mnie przed natarczywym domaganiem się dwudziestki. Sądzę, że w razie czego oceniająca Mao świetnie sprawdzi się w roli ochroniarza;)
[17/20]


4.Podstrony:
Jest bardzo, ale to bardzo porządnie i przy tym schludnie. W dziale poświęconym bohaterom, obok ich zgrabnych opisów i wyważonych zdjęć znajduję pewną interesującą deklarację. Trzymam Cię za słowo i mam nadzieję, że kanonu nigdy nie uśmiercisz. Następnie mamy Twój Profil i kolejną deklarację, tym razem o miłości do twórczości Jane Austen [i w tym momencie, możemy podać sobie dłonie]. Kochanie, linkowanie, księga gości, prenumerata, spis treści, ulubione blogi i kącik dla ocenialni – wszystko w grzecznym rządku. Nic nie miga, wszystko działa, więc i uwag brak. Warto jeszcze wspomnieć o wspaniałym css i ulepszaczu w postaci muzyki, a max nikogo już dziwić nie powinien [o ile w ogóle śmie kogoś dziwić]
[10/10]


5.Avatar:
Widnieje na nim urocze dziewczę z szablonu, które zaraz dostanie ode mnie magiczną piątkę.
[5/5]


Podsumowanie:
W prezencie od Legiliments Sp zo.o., w podzięce za swą ciekawą twórczość, poprawną polszczyznę oraz prychanie i krzywienie się Twojej bohaterki, otrzymujesz zaszczytny tytuł Cytrynowego Dropsa i paczkę tychże dropsów [do odebrania w najbliższym mugolskim sklepie, tylko musisz mieć przy sobie te ich śmieszne drobniaki] oraz ckliwy uśmiech zadowolonej oceniającej gratis. Oto on :D Cieszę się, że mój nieoczekiwany powrót na Legiliments Sp z o.o. rozpoczął się od tak dobrej oceny i pozostaje mi tylko życzyć pozostałym twórcom podobnego talentu. Pozdrów pannę Adriannę. Może się dla mnie uśmiechnie? [Po raz drugi(?) w życiu].

Nastrój:
Kategoria: Oceny Lady Snape
tagi:

Odczyt myśli nr 49

niedziela, 3.maja.2009, 19:34





Podręcznik do semiotyki logicznej mnie wzywa, więc swoim zwyczajem postanowiłam zrobić mu na przekór i miast niego wziąć do ręki laptopa, coby poczynić kolejną bardziej lub mniej zjadliwą ocenkę [w zależności od literackich wykroczeń właścicielki ocenianego bloga]. Tym razem ofiarą mej weny twórczej będzie Pani, o której wiem tylko tyle, że na swoje (nie)szczęście lubi czytać i że w ramach „remontu” maluje właśnie ściany swego mylogowego profilu. Książka pt. „Tajemnica Alchemika” wydała ją w moje ślizgońskie szpony. Cóż my tu mamy…


Oceniam
http://agathumm.mylog.pl


1.Pierwsze wrażenie:
Słodko gorzki posmak melancholii unosi się nad tą blogo-doliną. Przyznam, że ciekawi mnie jakież to tajemnice kryć mogą te ciemne ściany. Wygląd bloga jest wielce zobowiązujący. Zamawiam cierpką wciągającą historię, przyprawioną szczyptą poczucia humoru. Ciekawe, co mi zaserwujesz…
[4/5]


2.Szablon:
Wielce przyzwoity. Niemal mistrzowskie połączenie czerni z białymi i szarymi elementami. Wspaniale skomponowany. Nic na niczym nie leży, nic niczego nie przytłacza – każdy element wystroju wnętrza ma swoje miejsce i harmonijnie łączy się z pozostałymi. Jeśli chodzi o tego typu szablony to jestem za a nawet przeciw. Rozkosznie mhrrrocznawy, smutnawo melancholijny, widoczne na nim dziewczę najwyraźniej łatwego życia nie ma. Chyba jestem gotowa poznać jej historię…
[12/15]


3.Treść
Narobiłaś mi moja droga autorko apetytu, omamiłaś obietnicą wspanialej literackiej uczty, oszołomiłaś paletą słodko-gorzkich zapachów, zapodałaś eleganckie menu napisane po łacinie… a potem wpadł pracownik Sanepidu i stwierdził, że produkty są nieświeże, a kucharz to z zawodu hydraulik. Podobnie jest z Tobą: z pisania raczej trudno byłoby Ci wyżyć; niby starasz się coś tam smakowitego naskrobać, ale to, co upichcisz trudno przełknąć. Królową Składni raczej nie zostaniesz, [ale tym się akurat nie przejmuj, bo jak wieść gminna niesie ponoć królowa jest tylko jedna], opisy permanentnie knocisz tanią liryką zagęszczaną łzami bohaterów, a i z ortografią jest krucho, choć w kontekście Twojej literackiej kuchni, li i jedynie ortografy soczyste bywają. No nic, czas odkryć pokrywy i przyjrzeć się temu, co tam pływa. Zatykamy nosy i smakujemy:

Narracja pierwszoosobowa

Najpierw zaznajamiamy się z pogrążoną we wspomnieniach dzieweczką o imieniu Dalia, która rozmyśla, że „znowu to samo, albo może i coś zupełnie innego”, stwierdza, że życie nie pieści, chichoce wspominając szlabany, zarobione na skutek zadawania się z Huncwotami i wszystkie „równe akcje” z ich udziałem, po czym energicznie rozpoczyna poranną toaletę, by chwilę później wpaść w melancholię spoglądając w swe lustrzane odbicie, a konkretniej, we własne oczy:„zielone, przeplatane żółcią przy źrenicy”, przypominające oczy matki. Dowiadujemy się, iż rzeczona rodzicielka zmarła przedwcześnie, nie zdążywszy nawet nauczyć ukochanej córeczki gotować [m.in. pysznego rosołu]. Dziewczę przepełnia ból i wściekłość, na jej policzkach pojawiają się łzy. Drugą notkę zaczyna nasza urocza bohaterka od wyśpiewania mugolskiej harcerskiej piosenki przy brzdękach gitary, nazwanej Aedi. Wspomina także swego przyjaciela Arcanusa, który zawsze rozumie, potrafi doradzić, następnie jej myśli znów zahaczają o matkę i jej śmierć. Dziewczę bezzwłocznie ogląda owo traumatyczne wydarzenie w myślodsiewni, po czym stwierdza, że ma dość i zaczyna pisać „sama nie wie co”. Dopiero nawoływania ojczyma wyrywają ją z „ironicznie pięknych wspomnień”.

Zmiana narracji z pierwszoosobowej na trzecioosobową

Na dźwięk głosu ojca w oczach Dalii pojawia się strach. Bezzwłocznie schodzi do zadymionej kuchni. Pijany ojczym wykorzystuje ją seksualnie. Zdarzenie to obserwuje i opisuje w swym pamiętniku Cori, siostra Dalii.

Patrzałam na tą scenę jak urzeczona . Ona stała nieruchomo w przejściu niczym marmurowy posąg . Jej kasztanowe włosy lekko rozwiane po biegu wyglądały niczym końska grzywa . Ojczym stał po drugiej stronie . Nawet nie musiałam wchodzić do kuchni , żeby zobaczyć , że jest on spity jak dzika świnia – rozpoczyna swą dramatyczną relację zszokowane dziewczę.

W kolejnym rozdziale autorka zabiera nas w podróż do Hogwartu, w dodatku w jednym przedziale z Huncwotami, Dalią i jej koleżankami. Towarzyszymy w podróży nie tylko starym znajomym [Lily, następnie wpadający do przedziału Syriusz, Jamek, Remus i Peter] i starym-nowym znajomym [Dalia, Cori], ale także całkiem nowym znajomym: mrocznej Astrze [pra pra pra pra wnuczce wampira], bliźniaczkom: wybuchowej Naomi i uczuciowej Nawoii, delikatnej Kai oraz opanowanej Ami. Dowiadujemy się, że wesoła załoga rozpoczyna piąty rok nauki w Hogwarcie. Podróż przebiega w miarę spokojnie, dopóki do przedziału nie wpada zasapana Kaja, by ostrzec Lily przed zbliżającym się Potterem, który niebawem zjawia się we własnej osobie, w gronie przyjaciół i zostaje „oryczany” czy też kolokwialnie mówiąc ostro „opieprzony” przez ukrywającą się przez jakiś czas za plecami koleżanek Evansównę. Nie mogąc znieść niewybrednych bluzgów Lily część osób szybko opuszcza przedział. James wydaje się być niezrażony. Gdy wreszcie pociąg zajeżdża na stację Hogsmeade nasze znajome ładują się do powozu i z zainteresowaniem obserwują Syriusza i Jamesa atakujących Snape’a. Chwilę później przenoszą wzrok na kota Dalii, Astruma i bechtają się wspominając mugolską piosenkę pt. „Zjedz kota”. W następnej notce Dalia udaje się do gabinetu dyrektora Hogwartu, by prosić go o wspólny pokój dla siebie i swoich psiapsiółek [w tym Lily]. Dumbl bez problemu wyraża zgodę i uradowane dziewoje zajmują się planowaniem wystroju wnętrza. Na zakończenie dnia Dalia gra przyjaciółkom do snu utwór pt. „Tam powietrze ma inny smak” [Wolna Grupa Bukowina]. Gdy następnego dnia dziewczęta udają się na lekcje ich nowy pokój odwiedza Syriusz, który robi sobie wycieczkę w głąb myślodsiewnii Dalii. Chwilę później dziewczę wyciąga go z własnych wspomnień i surowo karci za grzebanie w cudzych rzeczach. Zbesztany Syriusz zaczyna płakać, więc dziewczę tuli go, przeprasza, zaczyna pieścić jego włosy. Syriusz nie pozostaje dłużny i „drapie ją leciutko za uchem”. Rozczulone dziewczę wybucha histerycznym płaczem i wyznaje, że została zgwałcona. Syriusz skutecznie kołysze Dalię do snu [dziewczyna śpi potem dwa dni] i zgłasza gwałt Dumbledore’owi. Po przebudzeniu na Dalię czeka bukiet róż i słodycze z Miodowego Królestwa. Następnie wpadają Huncwoci [prawie w komplecie] i całe towarzycho radośnie tarza się po podłodze. W takim też stanie zastaje ich dyrektor, który chce porozmawiać z Dalią. Gdy Dalia i Dumbledore zostają sami dziewczę potwierdza słowa Syriusza i daje Dumblowi wspomnienie dotyczące gwałtu, po czym wyczerpana idzie spać. Kilka dni później dziewczęta spotykają… Lucjusza Malfoy’a i jego goryli. Lucek próbuje potraktować Dalię zaklęciem „cruciatus”, ale zostaje powstrzymany przez niezidentyfikowaną personę. Dal sądzi, iż jest nią Syriusz, choć ten zaprzecza. Dziewczę postanawia dokładniej przyjrzeć się całej tej scenie w myślodsiewni.
Teraz przed nami opis radosnej wojny na poduszki toczonej przez beztroskie towarzystwo, po czym kolejką notkę rozpoczyna autorka od ryków rozradowanego Jamesa P., który rozemocjonowany oznajmia światu [a konkretnie Syriuszowi], że za dwa dni wypad do Hogsmeade. Potter ma nadzieję namówić na wspólny wypad Lily, podczas gdy Evansówna zdradza Kai, że lubi wygłupy Jamesa. Następnie opisuje autorka gwałt na Krukonce [z perspektywy zarówno oprawcy jak i ofiary]. Okazuje się, że w tym samym momencie gwałt przyśnił się Dalii. Dziewczęta udają się do lochów, odnajdują dziewczynę i transportują ją do Skrzydła Szpitalnego. Dyrektor prowadzi Dalię do swojego gabinetu. Dziewczyna strząsa do myślodsiewni wspomnienie dotyczące gwałtu na Krukonce i wyczerpana idzie spać. I znów mamy opis bitwy na poduchy. Dalia rozpoczyna wojnę trafiając Ami, która chwilę później udaje się do łazienki, by porozmyślać o Syriuszu i głupich dziewczynach, które się za nim uganiają. Ami ma tego dnia wyjątkowo dobry humor: łaskawie pozwala nawet Huncwotom „wyżywać się na Smarku”:

- „ Niech i oni dzisiaj się trochę pobawią . ” – Stwierdziła śmiejąc się w duchu . – „ Takie duże dzieci . Zabrać im zabawkę to normalnie grzech . ”

Następnie dziewczę kręci się wokół Remusa i ostatecznie parka udaje się razem do Hogsmeade. W tym samym czasie w sypialni naszych uroczych bohaterek trwają ostre boje o łazienkę. Dowiadujemy się także, iż jedna z dziewcząt, Astra, widzi testrale:

Tak . Pamiętała śmierć mugolskiej dziewczynki doskonale . Jej matka się wściekła bo ta dziewczynka podeszła do niej i zaczęła coś do niej mówić . Ona dostała napadu szału i uśmierciła ją . Widziała te przerażone , puste oczy umierającej sześciolatki . Widziała jakby to było w filmie w nagle zwolnionym tempie upada na ziemię . Jej matka chwyciła ją za rękę i błyskawicznie teleportowała się , żeby nie znaleźli je na miejscu przedstawiciele z Ministerstwa Magii . Ministerstwo nie znalazło sprawcy śmierci dziecka . . .

Od tej chwili dziewczę nienawidzi swej matki, podobnie zresztą jak i ojca, który całe dnie pracował, a wieczorami chadzał na dziwki, by wracać uchlany ciemną nocą. Astra postanawia udać się do dormitorium Krukonów i wyciągnąć na spacer zgwałconą dziewczynę – Rachel. W Hogsmeade towarzystwo siedzi Pod Trzema Miotłami, raczy się kremowym piwkiem i wspomina dobre czasy:

- A pamiętacie . . . jak James . . . powiesił Smarka. . . za nogi ? I . . . widać mu . . . było . . . gacie ?!! – przypomniała dziewczyną Naomi . Wszystkie jak na komendę ryknęły śmiechem .
Wspominały sobie tak i śmiały się dziewczyny na zmianę , czasami ze śmiechu popłakując nad swoim kuflem


Syriusz korzysta ze swego uroku osobistego flirtując z kelnerką, po czym odchodzi obrażony, nie mogąc znieść docinków Naomi. Wielkimi krokami zbliżają się urodziny Ami. Nawoja zamyka się w łazience, przeklina i beczy, Kaja dla odmiany beczy w sowiarni, rozklejając się na widok Remusa i Ami, złączonych w namiętnym pocałunku. W użalaniu się nad własną samotnością nieoczekiwanie przeszkadza Kai Severus Snape. Dziewczę stwierdza, że nic jej nie jest i opuszcza Ślizgona. Następnie przenosimy się do Pokoju Wspólnego Slytherinu. Okazuje się, iż rodzice Kai zostali zamordowani przez złego Lorda. Snape wyraźnie przejmuje się samopoczuciem dziewczyny. W mrocznym korytarzu znajduje kolejne bezwładne ciało. Przenosimy się do Skrzydła Szpitalnego. Niejaka Aspera Albus pisze bzdety w zeszyciku, po czym stwierdza, że kończy, bo to co pisze jest bez sensu i przyjmuje serię eliksirów zaserwowanych jej przez pielęgniarkę, niejaką Podomę. Chwilę później mówi do siebie po łacinie i zapoznaje się z leżącym tuż obok Remusem L., który znienacka jej odpowiada [również po łacinie]. Lupina wkrótce odwiedzają Huncwoci:

- Remuusiiikuuu !! – Zawył James usiłując wyśpiewać swoją piosenkę wymyśloną na poczekaniu . – Remuuusiiikuuuu !! Jak za tobą tęskniłem !! Mee oczyyy winem przepiteee !! Remuusiiikuuuu !!!! Jak nam ciebie braaakkk !!!! Nawet te wiinooo ma nie teennn smaaakkkk !!!! . . . – W wyciu zawtórował mu również Syriusz . Ara i Remus za to turlali się ze śmiechu po swoich łóżkach w najlepsze.

Czyli innymi słowy śmichy chichy i ogólna wesołość. Do czasu…

Nagle drzwi od Skrzydła Szpitalnego otworzyły się z hukiem , a do środka wpadł . . . Severus z Kają na rękach . Bez słowa położył ją na łóżku i pobiegł po pigułę . Kaja wyglądała strasznie . Była cała zakrwawiona , a jej szata podarta w strzępy . Jej oddech , a raczej świst był nieregularny i płytki . Dziewczyna cicho jęczała .

Severus czuwa przy łóżku dziewoi i w akcie rozpaczy chowa twarz w poduszkę xD Jak się okazuje, to właśnie on po części winien jest całej sytuacji, gdyż kilka godzin wcześniej wysłał Kai liścik z prośbą o spotkanie w bibliotece. Dziewczę z bijącym sercem stawia się na spotkanie. Najwidoczniej Sev nie jest jej obojętny. Chwali nawet w duchu „wdzięczne” pismo chłopaka. Para udaje się nad brzeg jeziora:

Usiedli na spłowiałej trawie i milczeli upajając się tą chwilą . Kaja po chwili położyła się na trawie . Jej jasne włosy o złotym połysku delikatnie się rozsypały po trawie , tworząc ładną kaskadę na lekko pożółkłej , długiej trawie . Jej oczy skierowane na gwiazdy migotały niczym małe ogniki , tlone niedawną katastrofą . Jej opalona dosyć ciemna cera nadawała jej specyficznego uroku w tle trawy .

Kaja przeprasza Severusa za to, że w sowiarni zachowała się jak gówniara:

Spojrzał niepewnie na Kaję . Ona tylko patrzała ze smutnym uśmiechem na gwiazdy . Zobaczył jak w jej oczach powoli zaczynają kumulować się łzy i jak całą wolą je powstrzymuje od spłynięcia po policzkach . - . . . lecz widzę , jak ty cierpisz i już wtedy tobie wybaczyłem . Tutaj jedynie ciebie zapewniam , że wybaczyłem ci już dawno.

Przy okazji mamy także wspaniały opis nieba:

Położył się na trawie i wpatrywał w niebo . Tysiące gwiazd na pozór takich samych , a jednak zupełnie innych . Każda żyła swoim światem i życiem ale one jednak łączyły się w gwiazdozbiory . A one tworzyły galaktyki . Niby nic niezwykłego ale jak pięknie można je odnieść do życia ludzkiego . Tysiące samotnych ludzi łączących się w rodziny . Tysiące samotnych dusz wędrujących we własnym świecie w obecnym czasie , szukających swojego przeznaczenia

Niestety Severus nie odprowadził Kai do dormitorium. Pozwolił jej samotnie wędrować przez mroki wielkiego zamczyska, wydając ją na pastwę gwałcicieli, brudnych schodów i innych niebezpieczeństw. Dopiero „naznaczony bólem krzyk” dziewczyny uświadamia mu, że JEGO OBOWIĄZKIEM było odprowadzenie jej do bezpiecznego dormitorium. Niestety czasu nie da się już cofnąć, więc zrozpaczony Snape płacze w poduszkę przy łóżku dziewczyny. Tymczasem koleżanki Kai wydzierają się na siebie, próbując ustalić, gdzie znajduje się ich przyjaciółka. W kolejnym rozdziale rozwścieczona Dalia nazywa Lucka „skurwysynem pierdolonym” i stacza z nim widowiskowy pojedynek. Lucjusz próbuje uśmiercić dziewczynę zaklęciem „avada kedavra”. Pojedynek przerywają nauczyciele, Dumbl grozi Malfoyowi Azkabanem.Dalia trafia do Skrzydła Szpitalnego. Dowiaduje się, że z Kają jest bardzo źle, może zapaść w śpiączkę i na dodatek być może ma białaczkę. Przerażona tymi okropnymi wieściami dziewczyna przestaje jeść. Tymczasem Astra napastowana jest przez Notta, którego udaje się wypłoszyć dopiero Huncwotom. Dumbek ogłasza, że wkrótce odbędzie się Bal Wigilijny, zaś święta uczniowie Hogwartu spędzą w amerykańskiej szkole magii Occidentis. Dziewczęta udają się do dyrektora, by dowiedzieć się nieco więcej na temat balu. Okazuje się, że każdy obowiązkowo musi mieć partnera, gdyż samotni wpisani będą na listę i połączeni w pary. Dalia nie wie, czym są testrale, więc ogląda je w myślach Astry. By uczcić zbliżający się wyjazd całe towarzystwo postanawia zorganizować dżamprezę. Organizacja całego przedsięwzięcia przebiega nadspodziewanie sprawnie: żarcie, alkohol, wystrój wnętrza, wszystko jest w najlepszym porządku. Okazuje się, że właśnie dziś Ami obchodzi urodziny. Dziewczę zostaje obdarowane drogocennymi prezentami, wśród których znalazły się między innymi: złoto-brązowa sukienka, czakra [czyt. myslodsiewnia], urocze świeczki, których dym układa się np. w serduszka, rzadka roślina doniczkową, lusterko szczęścia i spokoju, paczka niezwykle rzadkich i drogocennych nasion amorgenii, Księga Cogitamentum, gitara akustyczna i złota biżuteria. Oczywiście każdy prezent z osobna i wszystkie razem oblewa wzruszone dziewczę strumieniem łez. W kolejnym [osiemnastym już, zbliżamy się do kończ, tralala] rozdziale, Remus jest bardzo rozdrażniony, w związku z czym oznajmia, że „z tąd idzie” i opuszcza swych kolegów: Syriusza i Jamesa. Black korzysta z okazji i wyznaje Potterowi, że podoba mu się Cori. Tymczasem Cori z grupką dziewcząt gdzieś się skrada; uciekając przed Filchem dziewczęta wpadają do Pokoju Wspólnego Puchonów i nocują w niezamieszkanym dormitorium. Tymczasem Cori udaje się na nocną eskapadę, spotyka pewną kreaturę

Powiadają , że jam nazywam się Nieśmiertelny . – Powiedział cicho z dziwnym blaskiem w oczach . Po chwili zadumy kontynuował . – Mówią , że jestem wampirem , szerzą , że jestem złem wcielonym , że jestem duszą Szatana w ciele człowieka

I umiera rażona zaklęciem uśmiercającym. Dalia nie może sobie darować, że nie powstrzymała siostry, wszyscy rozpaczają, Syriusz łączy się z Dalią w bólu, leżąc wraz z nią na łóżku. Kaja wyznaje Severusowi miłość i czule go całuje. Kończą się stare dzieje…

Niestety na tym autorka nie poprzestała popełniając jeszcze dwa rozdziały „czegoś nowego”. Pierwszy rozpoczyna się wraz z przybyciem sowy z listem od Astry zaadresowanym do Dalii. Przyjaciółka opisuje swe nudne jak flaki z olejem wakacje we Francji. Dalia niezwłocznie odpowiada na list i pociesza koleżankę, przypominając, że za kilka dni zobaczą się w domu Jamesa, gdzie spędzą całe dwa tygodnie. Sprawdza także biblioteczkę swej siostry, by napisać Astrze, czy, książka, którą ta chce jej podarować na urodziny, nie znajduje się czasem w jej zbiorach.

Uśmiechnęła się delikatnie, na myśl ujrzenia siostry zaczytanej w książce, którą dostała na urodziny. Ona sama ma dla niej kilka książek Chmielewskiej w przetłumaczeniu. Dokładniej to „całe zdanie nieboszczyka”, „wszyscy jesteśmy podejrzani”, „klin”, „zwyczajne życie” i „romans wszechczasów”(…)

Gdy tylko list zostaje wysłany Cori ciągnie gdzieś siostrę w celu pokazania jej „czegoś zarąbistego”. „Czymś zarąbistym” okazuje się stado dzikich hipogryfów. Dalia kłania się i podchodzi do szlachetnego stworzenia. Rozdział drugi dobiega końca…

Grafomaństwo do kwadratu, kryminał najeżony gwałtami połączony z ckliwym „law story”. Bez ładu i składu. Nieznajomość świata magii ostro daje po oczach (Huncwoci stale ładujący się do dormitoriów dziewcząt; Lucek w Hogwarcie - dziewczyno, on dawno szkołę skończył, toż to rocznik 54; rzucanie zaklęć niewybaczalnych przez uczniów; nazywanie myślodsiewni „czakrą”; błędy w imionach i nazwiskach bohaterów: Petter, Snapey), nieudolne opisy, których głębia po prostu zwala z nóg, składnia wyjątkowo nieskładna, byków nie zliczę (word mi się zawiesił). Zero talentu, zero pomyślunku, za to pasących się na blogu byków stada całe.

Z okazów najdorodniejszych:
Wogule – wogule to ty nie powinnaś mi się tu ordynarnie do oceny zgłaszać, skoro nie umiesz napisać „w ogóle”
Spuzniać – jeśli się spuźniasz, to staraj się to robić przez „ó”
Choć – no to choćmy, pujdźmy, ićmy, ale normalni ludzie wolą formę „chodź”
Koleżanką – liczba mnoga występuje bez ogonka, woli wersję z o i em
Spojrzała się na nią – się spójrz się zobacz się na siebie co to się tam tworzy na tym Twoim blogu
Z tąd – a nie, bo stąd
Do kąd – idzie to się dokąd a nie do jakiś tam kąd
Chimerii – nowa odmiana chimery?
Severus Snapey – no comment
Dopuki – dopóty się nie nauczysz pisać „dopóki”, będziesz miała pały z dyktanda

Mam dziwne wrażenie, że autorka bloga remus-and-katia to Twoja bliska rodzina…
Z pisania pała.

[1/20]


4.Podstrony:
Standard bez udziwnień. Menu przejrzyste. Plus za odnośniki do poszczególnych rozdziałów. Kolejno „księga gości”, dodawanie do ulubionych, bohaterowie [strony nie odnaleziono], wasze oceny [strony nie odnaleziono], w dziale „o mnie” połowa treści to cytaty z Paulo Coelho [cytowanie akurat wychodzi Ci dość dobrze, podobnie jak przepisywanie ze słownika łacińskich nazw i zwrotów], po prawej ulubieni w formie „klików”, więc niełatwo się domyślić, dokąd prowadzą. Dodatków typu licznik i muzyczka nie stwierdzono.
[6/10]


5.Avatar:
Dopasowany do szablonu. Estetyczny. Uroczy.
[5/5]


Podsumowanie:
Weź ty się lepiej dziewczyno za naukę, wyrzuć przez lewe ramię słownik języka łacińskiego i poszukaj na półeczce słownika ortograficznego, po czym dokładnie go przestudiuj, nieco dłużej zatrzymując się na „ó”. Zamiast słuchać zespołu Wolna Grupa Bukowina skup się i posłuchaj pani polonistki, która na lekcjach języka polskiego zapewne tłumaczy, jak poprawnie buduje się zdania. Odłóż kryminały i powieści sensacyjne Chmielewskiej – pisanina pani Joanny źle oddziałuje na Twoją psyche. W dodatku wyczuwam niezdrowe, obsesyjne wręcz zainteresowanie tematyką gwałtu. Nie będę analizować tutaj poszczególnych fragmentów Twojej radosnej twórczości, ale wygląda to naprawdę niepokojąco [stwierdzasz np., że gwałcona Krukonka odczuwała m.in. rozkosz]. Azkaban Ci się jak nic należy i to z głębokim i namiętnym pocałunkiem Pana Dementora, ale ładne szablony potrafisz robić i dobrze aviki dobierasz. No nic: Krzywy Uśmiech Severusa to Twoja szufladka, a ja dorzucam swój uśmiech gratis. Także krzywy ;/


Nastrój:
Kategoria: Oceny Lady Snape
tagi:

Ogłoszenia parafialne

niedziela, 3.maja.2009, 10:26


Droga userska społeczności,

prosimy o chwilę uwagi. Mamy do zakomunikowania istotną informację dotyczącą zmian w regulaminie Legiliments. Otóż zainspirowane uprzejmą prośbą pewnych maślanych oczu, po „długim i dogłębnym procesie tentegowania w głowie”, wymianie esemesów i wzmożonych kontaktach gadu – gadowych postanowiłyśmy zliberalizować nieco sztywny regulamin i przy okazji poszerzyć pole naszej wirtualnej działalności. Modyfikacji uległ punkt pierwszy: niniejszym odbieramy mylogowi wyłączność na usługi naszego małego przedsiębiorstwa. Od dziś nie obowiązują żadne wymogi dotyczące serwisu, na którym znajduje się Wasz potterowski blog. Do oceny zgłaszać mogą się, więc nie tylko użytkownicy mylog, ale i potteromaniacy, którzy z takich czy innych przyczyn wybrali inny serwis. Bramy naszej Ocenialni stoją przed Wami otworem, a ołówki znajdujące się przy wejściu do Księgi Gości, zostały już zatemperowane. Nic, tylko się wpisywać ;-)

Z pozdrowieniami
Lady & Mao „Legiliments” Sp. z o.o.







Lady Snape


Nastrój: Potteromaniacy wszystkich serwisów, łączcie się!
tagi:

Odczyt myśli nr 48

sobota, 25.kwietnia.2009, 12:31





Witam po długiej nieobecności, kłaniam się uniżenie, pozdrawiam fanów i antyfanów [bu$$$$iole dla wasss koffani ;* ;*;*] zapewniając, że teraz znacznie częściej będą mnie tu widywać i już całkiem na poważnie biorę na tapetę pierwszą żądną oceny Panią, która w Księdze Gości dwudziestkę dwójkę drżącymi [zapewne] dłońmi wykaligrafowała. A zatem do roboty…


Oceniam
http://nie-wiem-co-to-milosc.mylog.pl


1.Pierwsze wrażenie:
Cóżeś Ty uczyniła, o nieszczęsna? Azaliż gdzie podział się tamten uroczy estetyczny szablon o przystępnych barwach, który me zmęczone oczy pieścił niedawno? Buu, buu i jeszcze raz buu. Tak ludzi zaskakiwać z samego rana – dłoń z kubkiem wypełnionym kawą zadrżała mnie niebezpiecznie gdym to ujrzała. Widzisz? Jeszcze chwila, a Twój nowy szablon oblany byłby kawą, a mój laptop prawdopodobnie by już nie żył. O krok od tragedii…
[2/5]


2.Szablon:
Tylko sobie broń Snape nie pomyśl, że nie lubię fioletu. Fioletowe firaneczki mają swój urok, a i jogurt w tym kolorze chętnie zjem. Tylko czy nie uważasz przypadkiem, że tego fioletu jest u Ciebie troszkę… za dużo? Tak właściwie, to tam nie ma prawie nic oprócz fioletu. Cenię minimalizm, ale u Ciebie występuje on w wersji skrajnej, a jak wszyscy wiemy, [bo nam m.in. Arystoteles powiedział] popadanie w skrajności to nic dobrego. Tragicznie nie jest, ale i tak budzę się z płaczem po nocach, nieutulona w żalu po poprzednim szablonie. No nic, wyliczmy ile Ci się należy: (minimalizm + Twoje dobre chęci) – (moje niemiłe zaskoczenie + mała czcionka) : fiolet do kwadratu * estetyka + własna robocizna + VAT = 8. Nie pytaj jak mi to wyszło. Z matmy nigdy dobra nie byłam…
[8/15]


3.Treść
Fiołków i chabrów to ty tu niestety moja droga Caro nie hodujesz, a i przylaszczkę pospolitą trudno znaleźć, choć czasem się trafia w jakimś zgrabnym opisie. Będzie szczerze, więc jak nie chcesz słuchać, zakryj uszka i zacznij coś nucić. Jak to mówią mądrzy i światli wymyślacze opisów na gygy: „Każdy bezsens ma swój sens”, jednak do Twojej twórczości jak ulał pasuje druga część owego powiedzonka, a mianowicie, że „sens bezsensu nie ma sensu”. Pozwól, że zobrazuję ową złotą myśl popełniając krótkie streszczenie Twojego opowiadania...

Komunikat

Niniejszym osoby wrażliwe na stężenie głupoty w powietrzu i alergików uczulonych na bzdury stanowczo uprasza się o opuszczenie lokalu, zaś reszta po przeczytaniu zamieszczonych w tym miejscu treści zobowiązana jest skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą. Autorka streszczenia nie ponosi odpowiedzialności za ogrom krzywd cielesnych i psychicznych oraz za wszelkiego rodzaju powikłania, które wystąpić mogą po zapoznaniu się z jego treścią.

Przeczytali? Rozumieją? Jeszcze tu są? Jak se tam chcą… Ja ostrzegałam…

Zaczyna się bardzo niewinnie. Hermionę poznajemy w momencie, gdy na lekcji transmutacji, metodą karteczkową (kartka plus dowolny przyrząd służący do pisania/obraźliwy tekst lub/i rysunek/przekazanie obraźliwego komunikatu odpowiedniej osobie/zjadliwa odpowiedź obrażonej osoby/zjadliwa odpowiedź osoby obrażonej przez obrażoną osobę/ zjadliwa odpowiedź… ech, chyba już wiecie jak to mniej więcej działa) kłóci się z Draco Malfoy’em, który uprzejmy był napisać Gryfonce straszną obelgę, a mianowicie: „Nikt cię nie kocha, szlamo”. Tymczasem prof. McGonagall zapoznaje uczniów z magicznym stworzeniem, które może posłużyć do wybudzenia osoby znajdującej się w stanie śpiączki. Informacje zawarte w tym rozdziale pozwalają nam także na określenie czasu akcji: wydarzenia mają miejsce już po śmierci Dumbledore’a, właśnie rozpisano konkurs na nowego dyrektora szkoły, Harry przestał miewać wizje i związał się z Cho Chang, Lavender Brown rzuciła Rona, a Ginny obraziła się na Hermionę, oskarżając Krzywołapa o spożycie jej pufka pigmejskiego. Po transmutacji Hermiona opuszcza swych przyjaciół i udaje się do biblioteki, gdzie na korepetycje z numerologii czekają Puchonki z czwartej klasy. Gdy „zajęcia” dobiegają końca do stolika Hermiony przysiada się piękna nieznajoma, która przedstawia się jako Rosette Withheld i twierdzi, że uczy w australijskim college’u. Nasza rozsądna Gryfonka bez zbędnych pytań udaje się z nieznajomą do Australii, panie z niewiadomych przyczyn zagarniają po drodze Draco i za pomocą wyciągniętego z pudełka przez Rosette świstoklika udają się w podróż. Poznajemy także nieznane dotąd fakty dotyczące biografii Ślizgona. Okazuje się, że matka Malfoy’a zginęła tragicznie, próbując uwolnić Lucka z Azkabanu, zaś Malfoy postanowił przejść na jasną stronę mocy. Mimochodem dowiadujemy się także, iż pani Granger, mama Hermiony jest ciężko chora na raka. W trakcie drogi do college’u Malfoy rzuca kilka impertynenckich uwag i…deportuje się do Hogwartu. Chwilę później dziewczę zwane Hermioną przewala się na plery niechcący uderzone przez niejakiego Rodgera Clowna, który chwilę później budzi niemale zainteresowanie Gryfonki

Jego śliczne, wodnistoniebieskie oczy patrzyły na dziewczynę okazując ni to ciepło, ni to zainteresowanie jej osobą... Ona, spoglądając na niego uświadomiła sobie, że w jej życiu zawsze brakowało miłości rówieśniczej.

Chłopak szybko się żegna, przeprasza i zmyka, zaś Hermiona w dwadzieścia minut (gdyż tyle wedle słów naszej nieocenionej pisarki miała trwać przerwa w Hogwarcie) zwiedza wypasioną szkołę, sale wykładowe, siłownię, bibliotekę etc., by po kolejnej deportacji na teren Hogwartu minimalnie spóźnić się na kolejną lekcję transmutacji. Wieczorem mają odbyć się obowiązkowe lekcje tańca na Bal Bożonarodzeniowy, podczas którego po raz kolejny mają zjawić się przedstawiciele największych szkół magii. Niespodziewanie Harry oznajmia, iż ma wieści od Hagrida. Otóż…

- Podobno krążą pogłoski, że do Hogwartu ma powrócić Syriusz... – Harry dostrzegł mały szok na twarzy Hermiony, a Ron uśmiechał się radośnie. – Jako duch.

Tuż po tym jak „szok” wreszcie poszedł sobie z twarzy Hermiony a Ron przestał krążyć po Pokoju Wspólnym i wydawać dźwięk „łuuu”, skutecznie rozbawiając tym swych przyjaciół, nasze trio postanawia przejść się po błoniach (najwidoczniej zapominając o tańcu). W trakcie spaceru Harry przyjmuje na twarz łajnobombę, którą potraktował go zaśmiewający się z miotły Draco M. Chwilę później uśmiech Ślizgona gaśnie, gdy Hermi w przypływie nienawiści rzuca na niego zaklęcie „trickstamp”, które powoduje wyrośnięcie na klatce piersiowej Draco ogromnego rogu. Zniesmaczeni przyjaciele udają się na powrót do zamku, zaś Hermiona podsumowuje uroczą scenkę trafnymi słowy: „Jak kogoś nie dorobili przez urodzeniem, to są efekty”. Gdy nasze trio zmierza w kierunku wieży Gryffindoru, na schodach pojawia się zdyszany małolat, za którym ciągnie się „bordowa maź i jakieś opary”. Pomimo ostrzeżeń dzieciaka nasi bohaterowie zaglądają do wnętrza tajemniczego pomieszczenia, z którego w akcie paniki wybiegło dziecię…

Gdy Ron otworzył drzwi, ich oczom ukazał się wielki, obskurny pokój. Ściany były zszarzałe, oderwany tynk leżał na podłodze niczym proch z ludzkich kości, jedno okno było pomalowane na biało i brakowało mu jednej szyby, drugie umazane było krwią, albo czymś innym, zapewne była to ta sama maź, która ciągnęła się za tym chłopczykiem. Podziurawiona wykładzina zwinięta była w kłębek gdzieś w rogu pomieszczenia. Na samym środku pochylał się ogromny, włochaty pająk szczerząc niemiłosiernie kły do jakiegoś dziecka leżącego na ostatnim, połamanym łóżku.

Hermiona za pomocą zaklęcia „drętwota” natychmiast obezwładnia pająka i pochyla się nad dzieckiem, które okazuje się „zakażone”. Następnie panna Granger wydaje instrukcje by biec po… Snape’a (który, jak się okazuje, pomimo zabójstwa dyrektora nadal pracuje w Hogwarcie, gdyż został odnaleziony i „przymuszony” do nauczania eliksirów). Tymczasem Draco Malfoy (najwidoczniej już bez rogu) w Pokoju Wspólnym Slytherinu miło gawędzi sobie z Zabinim, wspominając sielskie czasy dzieciństwa…

Ta dwójka znała się niemalże od dziecka. Czasem, w przerwach zimowych rozpamiętywali czasy, kiedy jeszcze terroryzowali mrowiska, ciskali dziecinnymi zaklęciami w przypadkowe osoby spotykane w ich okolicy, czy budowali domki na drzewach. Draco twierdził, że miał wspaniałe dzieciństwo; z dala od snobistycznych zachowań rodziców, wzmagania w nim doskonałości, czy wielu nakazów wydawanych głównie przez ojca. Zmienił się na rok przed pierwszą wizytą w Hogwarcie. Wszystko za sprawą tej jednej, deszczowej nocy...

O deszczowej nocy nie dowiadujemy się jednak nic więcej, gdyż autorka na powrót przenosi nas do ciemnych lochów, do których dzielny Harry wyprawia się w poszukiwaniu Snape’a. Ponieważ wyprawa ta jest wielce niebezpieczna rzecz jasna nie może obejść się bez pewnych komplikacji. Nasz Porter przed zapukaniem do drzwi gabinetu Severusa stacza szybką, zwycięską walkę z… Malfoyem, który przed chwilką był właśnie opuścił Pokój Wspólny by „zaczerpnąć świeżego powietrza”. Przeszkodą w zaprowadzeniu Severusa Es do potrzebującego pomocy dziecka okazuje się nie tylko smród i zgnilizna wyraźnie wyczuwalne w gabinecie, ale przede wszystkim niechęć samego profesora. Ponieważ Harry’ego i Snape’a długo nie ma Hermiona wysyła Rona na zwiady. Rudzielec spotyka rzeczoną dwójkę w połowie schodów i wraca do Hermionę, która zdążyła przez ów krótki moment uświadomić sobie pewną istotną rzecz…

Hermiona dotykała właśnie policzka dziecka, gdy nagle coś sobie uświadomiła: potrzebuje miłości. Potrzebuje opieki. Nie była zdolna do myślenia w ten sposób, ponieważ była lubiana przez wszystkich, rodzice darzyli ją miłością...

W tym samym momencie Snape, Harry i Ron wtarabaniają się do pokoju i ten pierwszy wysyła tych ostatnich po McGonagall. Następnie z niewiadomych przyczyn Snape każe stawić się Hermionie w jego gabinecie późnym wieczorem. Obawy nachodzą nie tylko Hermionę, ale także biedną oceniającą, która długo zwleka z otwarciem kolejnej notki, jednak wkrótce zbiera się na odwagę… W kolejnym rozdziale Draconowi udało wreszcie pozbierać się z podłogi w lochach i poszedł się przespać na wygodną sofę w Pokoju Wspólnym. Ma dziwny sen:

- Nie mogę! Puść mnie, ty cholerny morderco! – Usłyszał jakiś męski głos.
Nad owym mężczyzną stała wątła, zakapturzona postać i śmiała się przeraźliwie. Nagle rozbłysło żółte światełko i zmieniła się sceneria.
Dwoje młodych ludzi biegło szybko przez zieloną łąkę. Nad nimi niebo było tak nieskazitelne, że aż wręcz niewiarygodne. Dziewczyna z rudymi, długimi warkoczami sadziła skoki przez małe kwiatki, a za nią pruł przed siebie jakiś brunet. Nagle dziewczyna potknęła się, a chłopak pobiegł do przodu. Nie odwrócił się. Nagle, jakby z nikąd, nad dziewczyną pojawił się ciemny obłok.


W tym momencie Zabini budzi Malfoya, ten „wygramolił się ze sofy” i… poszli coś zjeść. Znacznie więcej dzieje się w obskurnym pokoju z zakażonym dzieckiem, które okazuje się być…Skrzydłem Szpitalnym. Snape właśnie przymierza się do zabicia Hermiony:

- Nie musisz się tak bać, Granger – odparł Snape.
Dziewczyna powolnym ruchem sięgała już do kieszeni, by wyciągnąć różdżkę, gdy nagle chłopczyk otworzył oczy. Był to przerażający widok; źrenice zwęziły mu się tak, że prawie nie było ich widać, a białko nabrało koloru fluorescencyjnej żółci.
-Odsuń się! – Rzucił mężczyzna i pchnął Hermionę do tyłu, przez łóżko. Dziewczyna spadła na plecy, przy okazji nieźle uderzając się w głowę.
Snape za to grzebał w wewnętrznej kieszeni swojej szaty, by po chwili wyciągnąć małą fiolkę z fioletowym płynem.
Hermiona zaczęła szukać w pamięci, co to jest za eliksir, nie wydzielający żadnego zapachu?
- Wywar Żywej Śmierci... – szepnęła. Nie mogła na to pozwolić!
- Zostaw to! – krzyknęła i w desperacji okrążyła łóżko, i rzuciła się w stronę Snape’a przy okazji zwalając go z nóg.
Fiolka wypadła mu z ręki, potoczyła się szybko pod ścianę i tam też się rozbiła. Fioletowy, rzadki płyn zrobił dużą plamę na drewnianej podłodze, po czym niespodziewanie wyparował.
- Granger... – syknął Snape. – JESTEŚ JUŻ MARTWA!
Zrzucił ją z siebie, po czym błyskawicznym ruchem wyciągnął z kieszeni szaty różdżkę i wycelował w Hermionę.


Na szczęście zjawia się McGonagall w asyście Rona i Harry’ego. Profesorka surowo karci kolegę po fachu („Czy nie wie pan, że w Hogwarcie nie stosujemy magii przeciwko uczniom?!”), po czym dziecko wreszcie dostaje antidotum, którym jest Gujana, najrzadszy z okazów magicznych zwierząt, z wyglądu przypominający parówkę. Podczas gdy Snape i McGonagall ratują dziecku życie, Hermiona nie może znieść własnej bezsilności…

Hermiona nienawidziła takich sytuacji, ze względu na bezradność, która była jej zupełnym przeciwieństwem. Chciała zawsze rzucać się każdemu do pomocy, doradzać, pouczać, zaciekawić. Harry, który stał najbliżej dziewczyny, chwycił ją za ręce i przyciągnął do siebie. Skoro byli przyjaciółmi, to każdy zasługiwał czasem na trochę miłości.

Chwilę później McGonagall bierze dziecko na ręce i stwierdza, że zaniesie je do Hagrida, który na pewno będzie wiedział co zrobić (?). Trio stwierdza, że najrozsądniej będzie udać się na kolację. Z rozmowy prowadzonej przy stole Ślizgonów wywnioskować można, że Draco także został wezwany do gabinetu Snape’a – o tej samej godzinie, co Hermiona. Następnego ranka Draco i Zabini planują imprezę, Hermi zastanawia się czy po tym, co zaszło (czyt. po nieudanej próbie zabicia jej przez Snape’a) powinna stawić się w gabinecie Mistrza Eliksirów, zaś sam Snape oddaje się egzystencjalnym rozmyślaniom: zamartwia się o bezpieczeństwo Czarnego Pana, (który, jak się obawia, mógł zostać schwytany; opuszczony, bezbronny, ukrywający się po mugolskich wioskach xD) i wspomina swe własne trudne dzieciństwo. Iryt bezczelnie przerywa niewesołe myśli profesora, obrzucając go łajnobombą. Snape inteligentnie próbuje rzucić na Iryta zaklęcie, zaś Hermiona szybciej kończy śniadanie, postanawiając śledzić profesora eliksirów. Spotyka go w Sali Wejściowej, gdy różdżką oczyszcza się z odchodów. Dziewczę chowa się za kolumną i poddaje analizie własne uczucia:

Tak bardzo pociągała ją jego tajemniczość. Nie lubiła go. Tak bardzo była ciekawa, kim on prawdziwie jest. Nie miała do niego szacunku. Tak bardzo chciała dowiedzieć się więcej o jego rodzinie, pochodzeniu. Nie była jego fanką. Nie kochała go. Nie zastanawiając się nad tym, co robi, Hermiona wyszła zza kolumny, otarła łezkę współczucia rękawem i ruszyła w stronę schodów.

Snape zauważa Gryfonkę i dobitnie nakazuje jej zaprzestania śledztwa. Dziewczę ma kolejną lekcję transmutacji. Zauważa, że Draco spogląda na nią częściej niż zwykle. Hermiona pożycza od Harry’ego mapę Huncwotów i opuszcza lekcję pod pozorem pójścia do toalety. Malfoy postanawia śledzić Hermionę, zaś Hermi spotyka i śledzi Snape’a. Ukryta dzięki zaklęciu niewidzialności wślizguje się do gabinetu Severusa, po czym… obezwładnia go za pomocą petrificus totalus i grzebie w jego prywatnych rzeczach. W międzyczasie rozmyśla o swym zauroczeniu… Harrym. Nie wiadomo, w jaki sposób skończyła się ta scenka, gdyż w następnej Hermi siedzi już u boku Harry’ego, księżyc lśni a błonia zasypywane są płatkami śniegu. Dziewczę zwierza się Potterowi ze swych wątpliwości. Harry nieśmiało sugeruje, że Snape może coś do niej czuć. Pojawia się także wzmianka o horkruksach, których nasi bohaterowie chcą szukać po szkole. Robi się coraz później…

Harry siedział pod drzewem, obejmując Hermionę ramieniem. Jeśli ktokolwiek mógłby zostać jego siostrą i matką w jednym, byłaby to tylko ona.

Parka postanawia wrócić do zamku, gdyż Hermiona ma zamiar udać się do gabinetu Snape’a, w związku z czym musi się przebrać. Niestety Krzywołap ginie i przyjaciele dużo czasu mitrężą, próbując go odnaleźć. Zabini z Malfoyem także przechadzają się po błoniach, zauważają miotających się tu i ówdzie Gryfonów, przyglądają się im z zainteresowaniem, Draco pragnie zwierzyć się koledze Ślizgonowi z tajemnic swego wrażliwego serca, ale przypomina sobie, że za chwilę powinien udać się do gabinetu Snape’a. Hermiona nie odnajduje Krzywołapa. Udaje się do wieży Gryffindoru, wdziewa trampki (podobnie jak Draco) i biegnie na spotkanie z Severusem.

Malfoy, nie czekając, podszedł szybkim krokiem do drzwi i bez pukania nacisnął klamkę. Drzwi otwarły się ze skrzypieniem, a chłopak wszedł błyskawicznie do gabinetu Snape’a.
- Wzywałeś mnie, wuju... – Draco poszukał wzrokiem posępnego, czarnowłosego mężczyzny, ale to, co zobaczył, trochę wytrąciło go z równowagi.


Hermiona wpadła do gabinetu zaraz po Malfoyu (minuta spóźnienia) i natychmiast zapragnęła go opuścić. Co tak przeraziło dziewoję? Kompozycja pozostała otwarta…

Jedno Ci powiem. Na jeden metr kwadratowy tego opowiadania przypada takie stężenie głupot, że osoby czytające ten mix z pewnością doznały trwałego uszkodzenia szarych komórek, rogówki oka i Snape wie, czego jeszcze. Sama przyznaj, że to wszystko przysłowiowej kupy się nie trzyma. Nie będę wymieniać tych wszystkich pogmatwanych wątków, które są nie do przyjęcia – mam nadzieję, że streszczenie tego, co nagryzmoliłaś mówi samo za siebie. Plączesz się w swoich zeznaniach, gwałtownie zmieniasz bieg akcji, zapominasz o wcześniejszych zdarzeniach, stawiasz wszystko na głowie i najwidoczniej jeszcze nie zdecydowałaś, w kim powinna zauroczyć się Hermiona, więc na razie tak na wszelki wypadek jest zauroczona we wszystkich. Opowiadanie nie wciąga tylko męczy. Trafnie zauważyłaś, iż ciągnie się niczym „Moda na sukces”, tylko mam nadzieję, że w przeciwieństwie do „Mody”, kiedyś nastanie jego koniec. Czasem udało Ci się napisać coś zabawnego, potrafisz upichcić smakowity opis, nie brak Ci wyobraźni. Gorzej z biegiem wydarzeń. Jesteś bardzo chaotyczna, szybko zmieniasz scenerię, zapominasz dokończyć wątki, które nieopatrznie naszkicowałaś, znienacka wwalasz patetyczne opisy uczuć zwalając tym samym czytelnika z nóg, a zachowania Twoich bohaterów są często niezrozumiałe i [co ważniejsze] boleśnie wręcz nierozumne, głupie, bezpodstawne. Dużo wątków pojawia się nie wiadomo, po co i równie szybko ginie. No cóż, czasem człowiek chce dobrze, a wychodzi jak zwykle. Ja też chciałam dobrze, a wyszło 5 punktów, za Twoje dobre chęci ;)
[5/20]


4.Podstrony:
Minimalistycznie. Tym razem w dobrym tego słowa znaczeniu. Licznik, Księga Gości, Rzuć zaklęcie (czyli zamaskowane dodawanie do ulubionych – zaklęcie bardzo ryzykowne) w dziale ONA trochę o bohaterach i trochę o Tobie. Szczerze przyznajesz, że wena rzadko Cię nawiedza. Mam nadzieję, że taniec, malowanie i fotografowanie wychodzą Ci znacznie lepiej niż pisanie i że w nich właśnie znajdziesz pociechę i spełnienie ;-) Na dole w skromnych rządkach linki do poszczególnych rozdziałów (ułatwia życie, zwłaszcza fanom opowiadania i (nie)miłym oceniającym), powiadamiani, ukochani, dalej mniej ukochane linki do ocenialni, archiwum i mjuzik. Koniec psot! Z Sufjanem w tle stawiam ósemkę.
[8/10]


5.Avatar:
Róża zmieniająca się w Hermionę lub, jak kto woli, Hermiona zmieniająca się w różę (i jeszcze wersja dla osób, które żadną miarą nie zgadzają się na powiązanie Hermiony z różą: raz róża, raz Hermiona). Okropniasty, w dodatku niezbyt dobrej jakości…
[2/5]


Podsumowanie:
Nie chce być inaczej. Wredny Severus krzywo się do Ciebie uśmiecha wprost ze swego śmierdzącego, dającego zgnilizną po nozdrzach gabinetu. Upoważniło go do tego 25 punkcików za całokształt twórczo-estetyczny. Uszczęśliw wreszcie Hermionę trwałym zauroczeniem w godnym jej wzniosłych uczuć młodzieńcu i zanim zajmiesz się pisaniem kolejnej notki poukładaj sobie dokładnie w główce: kto, z kim, gdzie, dlaczego i co z tego w sposób konieczny wynikać musi, a unikniesz zbędnego chaosu i wielu dziwnych wpadek, które czynią Twoje opowiadanie mało wiarygodnym i momentami komicznie wręcz bezsensownym. Gdy się postarasz, potrafisz stworzyć naprawdę dobry opis. Troszkę się w tym wszystkim pogubiłaś. To nie tak, że nie masz potencjału. Po prostu wszystko, co dobre i wartościowe ginie w natłoku tego, co bezsensowne. Jeśli chodzi o samą akcję - tworzysz cuda na kiju: śledztwa, próba dokonania morderstwa, nagłe zauroczenia i wielkie pająki obezwładniane „drętwotą”. Toż to głupie i niedorzeczne. No nic, miejmy nadzieję, że bezsensu będzie coraz mniej, a sensu coraz więcej, czego zarówno Tobie, jak i wszystkim osobom czytającym Twoje opowiadanie gorąco życzę.


Nastrój: Za dużo bezsensu bez sensu
Kategoria: Oceny Lady Snape
tagi:

WIELKI POWRÓT

piątek, 27.marca.2009, 10:12
Sprywatyzowany i Podejrzanie Nieteatrzykowy Teatrzyk Lady i Mao ma zaszczyt przedstawić sztukę pod tytułem
WIELKI POWRÓT
Występują: tajemniczy głos zza sceny, żywo reagująca publiczność, pijana tchórzofretka, expose, Sami Wiecie Kto i wszyscy inni, o których nie wiecie

[Pełna napięcia cisza, światła zostają przygaszone, na widowni szmer, nastrój radosnego oczekiwania, kurtyna się podnosi]

Hop, hop drogi blogowiczu! Taaak, właśnie ty. Nie rób takiej zdziwionej miny, gdy do Ciebie mówię pisząc. A teraz posłuchaj uważnie, bo nie będę powtarzać. Cokolwiek się stanie - nie przestawaj czytać tej notki. Znajdziesz w niej bardzo ważną informację. Nie wierzysz? Zaraz się przekonasz. Jeszcze chwileczkę... Czytasz dalej? A teraz odpowiedz sobie w duchu na pytanie, czy jesteś użytkownikiem serwisu mylog.pl Jeśli odpowiedź jest negatywna, dziękuję Ci za wspólną zabawę, idź pobawić się z kimś innym. Zostałeś? W takim razie czytaj dalej. Czytaj, czytaj. Słyszałeś o akcji „Cała Polska czyta dzieciom”? 20 minut dziennie, codziennie. Od kilku minut czytania jeszcze nikt nie umarł. Baaardzo dobrze. A teraz spróbuj czytając i myśląc jednocześnie odpowiedzieć na pytanie czy nie posiadasz przypadkiem bloga o tematyce potterowskiej, którego chciałbyś komuś pokazać. O masz Ci los, posiadasz?! A może (tak czysto hipotetycznie) chciałbyś go pokazać jednej z dwóch przemiłych oceniających serwisu Legiliments? Namyślasz się? Jesteś skłonny zaryzykować? Już niemal się zdecydowałeś? Mimowolnie błądzisz wzrokiem po menu, wypatrując Księgi Gości? Wiesz co? Chyba jesteś gotów poznać prawdę... A prawda jest taka, że...

Sami Wiecie Kto Powraca!

[na widowni wybucha panika, kilka osób zostaje stratowanych, reszta wczołguje się pod fotele, popcorn zostaje porzucony, a cola wylana]

Ej Wy!
Galopujące gorgony! Wychodźcie już spod tych foteli, wcale nie mamy na myśli złego Lorda na V.
Chodziło nam o „zuom” Lady Snape i jej diabolicznego kompana - Mao de Calinot

[ulga, nerwowe śmiechy, otrzepywanie ubrań, zbieranie popcornu, zlizywanie coca coli, przerwa na reklamy]

Nie, to nie jest kolejna reklama kremowego piwa, zachwalanego przez podpitą tchórzofretkę. Tym razem bez ściemy i z całkowitą stanowczością, w pełni zdrowe na ciele i prawie zdrowe na umyśle oznajmiamy swój Wielki Powrót po wiekach milczenia. Wraz z powstaniem niniejszej notki ocenialnia Legiliments odradza się niczym feniks z popiołu, a my – nadal piękne, nadal błyskotliwe, choć już nie tak młode bierzemy na swe wątłe barki ciężar odpowiedzialności za Wasze pisarskie wytwory. Szlachetny serwis Mylog powstał z umarłych, zaś my na powrót pragniemy wtargnąć w Wasze internetowe życie, by wraz z pierwszym tchnieniem wiosny, delikatnie, aczkolwiek stanowczo dopominać się o zgłoszenia w Księdze Gości. Oferujemy Wam szeroki wachlarz różnorodnych ocen, rabat w postaci braku kolejki dla dwóch pierwszych osób (o ile wybiorą różne oceniające) i uroczy emotikonowy uśmiech gratis dla pierwszych dziesięciu osób. Ocena będzie szybka i (w niektórych przypadkach) bezbolesna, a co więcej - macie ją jak w banku (Gringotta). Jest pewna niczym kolejna wakacyjna powtórka „M jak Miłość”, niczym kolejny pryszcz na twarzy nastolatka cierpiącego na trądzik, niczym rychłe porzucenie diety kapuścianej przez oceniającą Mao. Żonglujesz? Stepujesz? Ładnie tańczysz? Uroczo śpiewasz największe przeboje z repertuaru polskich i zagranicznych gwiazd? Tresujesz zwierzątka domowe? Co ty tu jeszcze robisz?! Biegnij na casting do programu „Mam talent”! Natomiast jeśli uparcie skrobiesz zalatujące rowlingową magią „cosik” w wordzie (tudzież w innym programie), zamieszczasz to naskrobane „cosik” na swym blogu i skromnie uważasz, że to nic takiego, choć w głębi duszy liczysz na literacką nagrodę Nobla druga edycja naszego szoł przeznaczona jest właśnie dla Ciebie. Jeśli nadal nie jesteś przekonany, koniecznie przeczytaj nasze expose

[relacja na martwo prosto sprzed sejmowych bram]

Wiemy, że źle się dzieje w krainie blogowych ocenialni!
Niekompetentni oceniający, przydługie kolejki w Księdze Gości, skorumpowani twórcy blogowych dodatków, spamy zalegające na internetowych chodnikach, stale rosnące ceny ze higieniczną (tj. szybką i rzetelną) ocenę bloga, hochsztaplerzy wykonujący szablony w paincie – oto nasza szara userska wirtualna rzeczywistość. My nie boimy się powiedzieć STOP. My nie idziemy tą drogą. Drogi userze. Zostaw swój wpis w Księdze Gości, a nie pożałujesz. Nasza Spółka to gwarant jakości. Oferujemy:

-przyjazny dla środowiska, estetyczny szablon na Stronie Głównej, polecany przez instytut Matki i Dziecka, który pieści właśnie Wasze zmęczone oczęta;
-ocenialnię o europejskich standardach: proste i funkcjonalne menu, cyrograf...eee...to jest...regulamin napisany w przystępnych słowach i przejrzystą skalę zaszufladkowania;
-miłą i rzetelną obsługę - dwie urocze oceniające - empatyczne fanki kucyków Pony, liberalne i ynteligętne (wykształcenie średnie i niepełne wyższe, prestiżowe osiągnięcia, m.in. dyplom ukończenia przedszkola z wybitnymi wynikami w nauce, zdany egzamin do bierzmowania, wymiana międzypokojowa na wycieczce szkolnej do Zakopanego, arcytrudny korespondencyjny kurs feng shui czy kurs robienia prawie nieodpadających tipsów).
-różowe krzesełka w Księdze Gości;
-niemal bezbolesne zabiegi oceniające polegające na użyciu zaklęcia „legiliments” i odczytaniu tkwiących w Was pisarskich możliwości, przeprowadzane przy znieczuleniu miejscowym;
-śmiesznie niskie ceny za ocenę – li i jedynie Wasz komentarz pod oceną (bez VAT-u i ukrytych opłat);
-prawdę o popełnionych przez Was notkach podaną w zjadliwy sposób na srebrnej tacy (w skrajnych przypadkach szklanka wody do popicia).

Powierzcie nam swój blog, a nie pożałujecie.
Od dziś jesteśmy do Waszej dyspozycji
Nie musimy, ale kcemy
Dla Was
Dla Waszych dzieci
Dla lepszego jutra
By w naszej wirtualnej Polsce żyło się lepiej

W pełni (nie)poważnie witają Was po długiej nieobecności
Lady Snape & Mao de Calinot Sp. z o.o.

Ukazuje się tabliczka z napisem [APLAUSE], kurtyna opada, wszyscy biegną wpisać się do Księgi Gości






Lady Snape


Mao de Calinot
Nastrój:
tagi:

Ogłoszenia parafialne

wtorek, 3.lutego.2009, 18:03
Legiliments Sp. z o.o. z przykrością informuje, że z powodu problemów z mylogiem [długotrwałych i bolesnych] nie może ocenić następujących blogów:
- andromeda-tonks
- krukonskie-odchyly
- raven-riddle
- story-of-audrey
- pamietnik-corki-voldemorta
- morsmordre
- sloneczny-bursztyn
- agathumm
- czystakrew
- trudy-milosci
- ich-znany-swiat
- hp-aberrant-story
- snape-historia-zapisana-krwia
- sunshine-syriusz
- ksiega-magii
- huncwot-girl

Powodem jest hmmm... pewien brak w Księdze Gości oraz nie pomyślunek Panny Mao
[tak ,tak wiem. Nie pomyślałam _._ ]. W paru słowach - wpisy do Księgi zniknęły - a pozostały tylko awatary, nazwy blogów oraz dwa nowe wpisy.
Dodatkowo blogi: blask-swiec oraz maska-hp nie zostaną ocenione ponieważ nie spełniły warunków regulaminu.

Za utrudnienia z góry przepraszamy i zapraszamy do ponownego ocenienia.

Z poważaniem Mao de Calinot
Mao de Calinot
Nastrój:
tagi:

Odczyt myśli nr 47

sobota, 27.września.2008, 16:45
Sporo się nazbierało tych pustych miesięcy bez oceny, za co z góry przeszkadzam. Jednak pamiętam o Ocenkach i nie zamierzam opuścić myloga^^ Postaram się również dodawać oceny regularnie, jak tylko czas mi na to pozwoli... Więc bądźcie wyrozumiali.

Z wyrazami szacunku Mao de Calinot



A oto ocena:


Oceniam
www.draco-malfoy-i-ja.mylog.pl


1.Pierwsze wrażenie:
Szablon przyzwoity, niemniej nie podoba mi się, poza tym lubię szablony mające to coś. Jest muzyczka, ale na moje nieszczęście włącza się sama [i nie mam jak jej wyłączyć].
[2/5]


2.Szablon:
Zachowany jest w kolorystyce zielonej, która podobno nie męczy oka i działa uspokajająco. Jednak ja nie przepadam za tym kolorem[szczególnie jak jestem chora]. Grafika ogólnie nie powaliła mnie na kolana. Widziałam ładniejsze szablony o tej tematyce. Po prawej stronie prezentuje się szereg avatarków, których tak naprawdę znaczenia nie pojmuję. Mniemam, że mają one funkcję zdobniczą z której się nie wywiązują. Radzę poszukać czegoś ciekawszego.
[6/15]


3.Treść:
Reakcja po przeczytaniu opowiadania: sprawdziłam wytrzymałość ściany w pokoju – głową.
Otrząsałam się, po czym wróciłam do oceniania.

Naprawdę się zawiodłam na tym opowiadaniu, bardziej niż przypuszczałam, ponieważ nie ma ono żadnych plusów. Tekst przejawia najróżniejsze błędy interpunkcyjne, gramatyczne jak i stylistyczne[nie będę małostkowa i nie wymienię]. Nie mam zielonego pojęcia jak jedna z ocenialni mogła napisać, że takowych błędów nie ma, pomijam już fakt, że owa ocena tej ocenialni sama posiadała takowe błędy XD W niektórych momentach tekst nie ma składu ani ładu. Język opowiadania jest przeciętny aż do bólu, wręcz dziecinny. Kanoniczność poleciała niewiadomo gdzie i nie chodzi tu tylko o miłość Draco do Hermiony, bo w opowiadaniach tego typu to normalne i nie zwracam na to szczególnej uwagi, bo w końcu uwielbiam ten paring. Lecz poraziło mnie to, że nie popisałaś się znajomością książki i powypisywałaś bzdury, np.
+ w wieku piętnastu lat udają się na edukację
+ pokój wspólny Slytherinu znajduje się za obrazem... Niewiadomo gdzie
+ „Odwaga Miodowego Przedstawiciela” przenigdy nie byłaby hasłem do pokoju Ślizgonów
+ Kati Bell została obdarzona barwami srebrno zielonymi oraz odmłodniała o rok, dodatkowo jest konkurentką Hermi
+ ceremonia Przydziału odbywająca się w południe?!
To wybiórcze przykłady niekontrolowanej twórczości, na więcej siły nie miałam.
Co do akcji… To prawdę mówiąc działo się, działo, aż popłakałam się ze śmiechu? Pokuszę się o małe streszczenie.

Jak wiadomo lub nie Hermiona w wieku piętnastu lat udaje się do szkoły Magii, jedzie sobie pociągiem całkiem sama i samotna, bo w końcu nikogo nie zna [biedulka]. Jej marzeniem jest dostanie się do Slytherinu, bo w końcu jest ODWARZNA, posiada zdolności do ZWYCIĘSTWA, WYGRANEJ i PROWADZENIA [hulajnogi chyba]. W pewnym momencie podróży do znanej nam dziewoi dosiada się druga o wdzięcznym imieniu - Sylia Evans – nawiązuje się krótka konwersacja. Dziewczyny zostają przyjaciółkami. Z braku miejsc w innych przedziałach do dziewczyn dosiada się również Harry i Ron. Po czym słychać głos oznajmiający „ Wyyysiaddka! Proszę zabrać swoje bagaże, wysiadać i iść do szkoły, w której w środku czeka profesor Mc Donagall”, skąd i jak się wydobył to niewiadomo. Jeszcze większą zagadką jest przybycie pierwszorocznych do szkoły... Ceremonia przydziału bbbardzo fascynująca „Tyle osób było,że nie chciało mi się słuchać... Zapamiętałam jedynie,że Harry, Ron i przydzieleni zostali do Gryffindoru”. Wreszcie nasza bohaterka trafia do upragnionego domu, poznaje Malfoya, który proponuje jej bliższe zapoznanie. Idąc do pokoju wspólnego przesyłają sobie ukradkowe spojrzenia... Ohhh...Ahhh... [Zaleciało mi małą telenowelą]. Po tej jakże obiecującej wymianie „oczek” oraz uśmiechów odkrywamy zadziwiający fakt, pokój wspólny Ślizgonów nie znajduje się w lochach! A gdzie? Tego konkretnie nie wiadomo, uważny czytelnik dowie się tylko, że owy pokój jest za wielkim obrazem groźnie wyglądającego jegomościa a hasło brzmi „Odwaga Miodowego Przedstawiciela”, nie będę ukrywać, że jest to hasło, którego nie powstydziłby się miś o małym rozumku.
Przydzielenie pokoi standardowe: chłopcy tu a dziewczyny tam... Jedynie, co mnie zdziwiło w pokoju płci pięknej to to, że łóżek jest pięć a niewiast sześć XD Czyżby nadwyżka? Tak czy siak, wszystkie panny się polubiły, a pierwszym tematem do rozmowy byli chłopcy. Oczywiście Hermina nie wyjawiła nowym koleżanką tego, że Draco wpadł jej w oko, bo broń Boże jeszcze by mu wygadały... Gdy dziewczyny ulotniły się, Hermiona zeszła do pokoju wspólnego, w którym zaczęła rozmyślać O NIM, o sobie i W OGÓLE. Niewiadomo, kiedy zjawił się ON, cytat:
"Ty nie z dziewczynami?-nagle zapytał mnie, schodząc po schodach ze swojego pokoju, siadając obok mnie na kanapie...
-Wolałam zostać...Nie chciało mi się!-odpowiedziałam zdenerwowana,bo nie mogłam wytrzymać! Draco obok mnie, sami,wspólna rozmowa! Nagle poczułam,że Draco mnie objął, przyciągnął do siebie... Zarumieniłam się... Nie mogłam wydobyć z siebie żadnego słowa,a gdy chciałam powiedzieć,że muszę wracać do pokoju,by dać jakomś wymówkę, Draco uciszył mnię, przybliżył się do moich ust i pocałował. Nawet nie próbowałam się od niego oderwać...
”. Przysłowiowy „kisiel” w majtkach Hermiony... Jednak na tym się nie skończyło, cytat: „ Nagle weszła Melanie i Nicol... On nie zwrócił na to uwagi i pocałował jeszcze raz. Wyszły zazdrosne i już nie wróciły,dopiero potem jak już było po wszystkim... Po tym,czego narazie nie opiszę...” Po głębszym zastanowieniu nawet się cieszę, że tego nie opisałaś... Kolejne wydarzenia „po tym” cokolwiek to było owocowały w natłok myśli dziewczyny, cytat: „ Czy on coś do mnie czuje? Chce być ze mną? Może mnie tylko wykorzystuje? Chce się zabawić moim kosztem? Opowiadać o tym innym,że mu "uległam"? Nie,tak nie może być!” Ogólnie rzecz biorąc paranoidalna paranoja... Dalsze wydarzenia bez większych nowinek...Ona go kocha i zależy jej, on niby ją wykorzystuje i jemu nie zależy...A może jednak zależy? Hermi trochę poniosło, zapłakana udała się do ogrodu, w którym się schowała niedaleko wielkiej sosny. Roniła łzy w samotności, aż pojawił się Chłopiec-Który-Przeżył-Aby-Ją-Pocieszyć. Nawiązali konwersację, ich spojrzenia spotkały się na krótką chwilę. Serduszko Hermiony zapikało na moment, jednak ona była dzielna i opanowała się myśląc o Ślizgonie. Harry pomógł przyjaciółce wstać, ruszyli w głąb ogrodu. Było wspaniale. Motylki furgały a ptaszki śpiewały.
Cytat: „ Gdzie my właściwie jesteśmy?-zapytałam z ciekawości.
-W tajemnicznym miejscu. Tu spotkała się moja matka z ojcem. Poraz pierwszy zakochali i pocałowali... Mówili mi,żebym tu któregoś dnia przyprowadził dziewczynę, na której mi zależy... Lubię tu przebywać... Jestem tu bardzo często. Chciałem Ci je pokazać...-wyszeptał i usiadł na starej już ławce,obok wielkiej wierzby. Zrobiłam to samo... Rozmawialiśmy dalej, czułam się tak dobrze, ulżyło mi...
” [HALLO! W którym momencie życia Pottera rodzice tak mu poradzili? A może w ogóle nie zginęli od Avady?] Para gołąbków wróciła razem do szkoły na odchodne cmoknęli się na oczach Malfoya, który zrobił bure Hermi i wzajemnie zresztą. Skutkiem tego było oszołomienie dziewczyny oraz próba hm... Gwałtu[?], która [chyba] okazała się złym snem[do teraz nie wiem]. Po owym wydarzeniu nastąpiła kolejna sprzeczka między bohaterami, a Hermiona poleciała na skargę do dyrektora. Draco został surowo ukarany, a Harry zyskał dziewczynę. Jednak były to tylko mrzonki, tak naprawdę ONA kochała Dracona i śmiała mu to wykrzyczeć przy najbliższej okazji, po czym uciec do ogrodu...
Następnego dnia obudziły ją krzyki dziewczyn z pokoju, na podłodze w kałuży krwi leżała Sylia. Nasza główna bohaterka wpadła w histerię, za wszelką siłę próbowała pomóc już „umarniętej” koleżance. Nowym celem w życiu dziewczyny zostało dowiedzenie prawdy, cytat: „Nie! Dojdę do prawdy... Dlaczego ona?! Znałam ją tylko trzy dni! Trzy! A już nie żyje! Taka młoda! Szczęśliwa i pilna uczennica! To nie był wypadek! Ja to wiem! I dowiem się,co się stało!”. Jak widzicie trzy dni w życiu niewiasty mogą zmienić naprawdę wiele. Potem był tylko ból, cytat: „ Poczułam ból, jakby ktoś uderzył mnie kamieniem[...]...Czy przypadkiem to nie była pokaźna cegłówka?
A po bólu spowodowanym ce... to znaczy stratą..., Hermiona znalazła drogocenną rzecz, mianowicie ''Pamiętnik Sylii z życia w Hogwarcie''. Będę na tyle wspaniałomyślna i z przyjemnością zacytuje urocze wypociny denatki.
Cytat: „''Jestem w pociągu. Sama. Cieszę się,że jadę do Hogwartu. To było moje marzenie! Chcę ukończyć Szkołę z dobrym wynikiem. Rozglądam się-nie znam nikogo. Widzę niedaleko dziewczynę. Smutną, z głową opuszczoną w dół. Pamiętniku! Na ludzi czyha tyle nieszczęść...Pójdę do niej i się z nią zapoznam. Być może zostaniemy dobrymi koleżankami.”, „''Jestem w Slytherinie. A miał być Gryffindor. Jednak tu też czuje się dobrze. Od przyjazdu do Hogwartu napotkałam mojego pierwszego wroga... Boję się o nim mówić,ale chcę... Nie potrafiłam tego opowiedzieć Hermionie! Z tego powodu ją przepraszam,a wszystko opowiem tutaj. Dręczy mnie chłopak ze Slytherinu.Co noc, co dzień przychodził do mnie i wykorzystywał... Nie chciałam tego robić, ale on nie chciał mnie słuchać! Próbowałam sie bronić-bezskutecznie. Dziś znowu się pojawił... Uderzył mnie w twarz, obraził... Nicol zauważyła na mojej twarzy sińce, lecz tłumaczyłam,że spadłam z miotły... Bałam się! Myślałam o samobójstwie,ale... moi rodzice, braciszek! Postanowiłam żyć z tym dalej. Kim był ten chłopak? Draco... Draco Malfoy... I ma dziś jeszcze przyjść, codziennie... I znowu mam cierpieć! Przyszedł...” oraz ten najlepszy: „''Pamiętniku! Umieram... Draco przed chwilą poszedł. Pokłóciliśmy się. Uderzył mnie znowu w twarz.. Upadłam na podłogę, widzę moją krew.Dotknęłam głowy. To koniec. Nie mam siły wołać o pomoc. To ostatni wpis... Kocham Was mamo, tato i James'ie. Braciuszku, wybacz,że nie dotrzymałam obietnicy i nie będziesz ze mną dorastał... Wybacz Hermiono, że nie opowiedziałam Ci wszystkiego,ale wiem,że byś mi pomogła... Nie mogę pisać, czuję,że to już... Schowam pamiętnik pod poduszką. Jeśli ktoś go znajdzie,to dowie się całej prawdy. Hermiono, wiem,że to będziesz Ty... Draco mi to zrobił.Żegnajcie, nie mogę już dłużej oddychać, trudno mi z tym... Sylia”.
W paru słowach – świat Hermiony się zawalił – dziękuję. Pobiegła z wyrzutami do Dracona, [jak na rozhisteryzowaną niewiastę przystało] wykrzyczała mu prawdę w twarz, a on pchnął ją w brzuch nożem. W tym miejscu opowiadanie powinno się zakończyć jednak nadleciał Chłopiec-Który-Przeżył-Aby-Ją-Ocalić i razem poszybowali do skrzydła szpitalnego. Czyż to nie romantyczne?
Wracając do meritum sprawy... Po „wypadku” Hermi lepiej się czuła, więc postanowiła razem z Harrym udać się do dyrektora, aby mu opowiedzieć całą prawdę o śmierci Syli. Malfoy został skazany na Azkaban i wszyscy żyli długo i szczęśliwie...
Minoł calutki miesiąc odkąd Hermiona zaczęła uczęszczać do Hogwartu, uczyła się dobrze –była najlepsza w klasie – chodziła z Harrym, który deklarował jej wierszyki... Dodatkowo trafiła się impreza w szkole, cytat: „-Mhmm... Ale pachnie.-powiedziała Melanie oblizując się.
-Dzisiaj napewno będzie tyle jedzenia! Pycha!-odpowiedziała Nicol.
Wchodząc do Sali spostrzegłyśmy tyle posiłków,że aż nas zaskoczyło.
-Siadajcie! Dziś jest wyjątkowy dzień-szczególny w Hogwarcie, ponieważ świętujemy rocznicę powstania Szkoły, dlatego dzisiaj wszystkie lekcje są odwołane, ucztujemy!-rzekł Dumblendore siadając do stołu.
Wśród uczniów pojawiły się uśmiechy,że nie ma egzaminu. Usiadłam i nie mogłam się zdecydować,co mam zjeść. Był to szwedzki wybór. Nałożyłam sobie jedynie kawałek pizzy.
Hm... Odniosłam wrażenie, że w szkole głodzą uczniów, ale może to tylko moje mniemanie... Przejdźmy dalej:
Hermiona złożyła Przysięgę Wieczystą swojej koleżance, na dodatek bez „Gwaranta” i to na pierwszym roku nauki.... Zdolna bestyjka... Po czym uradowana współlokatorka udała się z uśmiechem na OPCM, pozostawiając Hermi w rozterce. Dni mijają leniwie, bardzo leniwie... Gdzieniegdzie pojawia się egzamin z latania na miotle. Ogólna sielanka. Jednak nic nie trwa wiecznie... Draco powraca i to po dwóch miesiącach odsiadki! Jego powrót sprowadził płacz oraz złość Hermiony na cały czarodziejski świat, ale i to nie trwało długo, cytat: „ Nie wiem,czy mu wybaczę,ale powinnam. Nie będę się na niego gniewać skoro dostał za swoje i odpracował to, co zrobił.” Phi...
Niedługo później Hermi w łazience dla dziewczyn znajduje zmurszałą księgę o dość dziwnym tytule „Księga Sempra”, co to znalezisko wnosi do historii tego naprawdę nie wiem... Jednak pewne jest to, że dziewczyna po przeczytaniu dość sporego fragmentu mdleje na korytarzu. Oczywiście ratuje ją nie, kto inny jak Malfoy, czyżby to chęć naprawienia krzywd? Tego nie wiadomo. Następnego dnia dziewczyna została zwolniona ze skrzydła, aby udać się na zaliczenie... tadam tadam... Z latania na miotle. Czyżby Hogwart zmienił specjalizację i szkoli przyszłych zawodników Quidditch’a?
Jednak Hermi nie miała tego szczęścia i nie zaliczyła egzaminu, ponieważ spadła z miotły[ubolewam]. Powodem tego wypadku były kolejne zawroty głowy...
W telegraficznym skrócie:
Trzy dni nieobecności, tajemniczy bal, towarzyszem dziewczyny jest Malfoy, bo w końcu i on zasługuje na przebaczenie... Potter dostał kosza... Blond włosy Ślizgon myślący o jedynej dziewczynie, w której jest nadal zakochany – dziewczyna, która nadal go kocha i dlatego skacze w otchłań jeziora. [Po prostu żyć i nie umierać... Czy na sali jest lekarz?]
Mlfoy ratujący wybrankę swego serca, tutaj pozwolę sobie na cytat: „Dowiedział się od kogoś, że szła w stronę jeziora. Dobiegł do mostu i do głowy przyszła mu jedna myśl...
-Nie... błagam! Oby tylko nie to!-krzyczał. Na barierce spostrzegł
kawałek materiału z jej bluzki. Wskoczył do wody.
Na dnie spostrzegł jej ciało. Złapał ją i wynurzył się.
Dopłynął do najbliższego brzegu i położył ją na trawie.
Nie dawała żadnych oznak życia... Nie oddychała...
-Hermiono! Nie rób mi tego ! Nie!-krzyczał. Przytulił się do
zimnego ciała i zaczął płakać... -Proszę, nie...-błagał...

Jednak najlepszym kawałkiem owego rozdziału był ten króciutki fragment, cytuję: „ Czy to KONIEC ? Draco nie zdążył ? Hermiona nie żyje?
Dlaczego postanowiła popełnić samobójstwo ?
” Przypomniał mi on reklamówki „Mody na sukces”, którą od czasu do czasu oglądam razem z wujkiem fanem.
Wracając do meritum...
Malfoy ryczy jak baba, myśli, że Hermiona nie żyje... Jednak ona żyje... Mówi mu, że go kocha i mdleje.
Harry nie rozumie, że dostał kosza... Na balu Hermi zjawia się z Draconem, budząc sprzeczne uczucia w Harrym... Kati Bell knuje intrygi, jednak jej się nie udaje… Chłopiec-Który-Przeżył jest tylko przyjacielem i dobrze mu z tym…
W pewnym momencie autorka tekstu postanowiła zmienić wiek bohaterów na około szesnaście/siedemnaście lat. Z nudów chyba, bo tak naprawdę to nic się nie zmieniło, cytat: „Przez kilka następnych dni brązowowłosa pilnie się uczyła do egzaminu latania na miotle...”. Który to już raz? Nieważne… Zbliżały się święta…[Pominę pożegnania, i tym podobne niepotrzebne chwile] … Zbliżały i zbliżały aż nastały. Gwiazdkową niespodzianką dla wszystkich okazała się „mugolska” choroba Hermiony, mianowicie chodzi mi o ostrą białaczkę szpikową. I to nie koniec niespodzianek, bowiem niewiadomo skąd zjawia się tajemniczy Gregory, który oznajmia umierającej dziewczynie, że chce być dawcą szpiku kostnego. Tutaj malutki cytat: „ Taki młody, a chce umrzeć, by ją uratować?” Dla ścisłości i informacji niepoinformowanych: dawcy szpiku nie umierają po oddaniu go!
Wróćmy jednak do tematu:
Przeszczep udał się, Hermiona żyje, zaś „dawca” odszedł do Krainy Wiecznych Łowów...
W późniejszym czasie okazało się, że „dawcą” był starszy brat znanego wszystkim Dracona. Tutaj kolejny cytacik:
Draco siedział na schodach w lochach. Myślał. Przeszkodziła mu w tym brązowowłosa.
-Co się stało? Dlaczego płaczesz?-zapytał.
-Był Twoim bratem!-krzyknęła pokazując mu
zdjęcie.-A Ty na to pozwoliłeś! Żeby umarł, tak?!
-Pozwól, że Ci wyjaśnię...
-Nie. Gdybym o tym wcześniej wiedziała, wolałabym
umrzeć. To on powinien żyć, a nie ja! On!!
-Hermiono...
-Nie, Draco! Masz mi powiedzieć! Dlaczego?!
-Chcieliśmy Cię ratować. On chciał pomóc...
-Równie dobrze by było, jakbym... jakbym zdechła!
Nie miałbyś już mnie! I byłby spokój!-krzyknęła
i z płaczem uciekła. Ślizgon był w szoku, po tym
jak wypowiedziała to wszystko. Zrozumiał, że nie
jest jej potrzebny. Na to wskazywało...

Masakryczna masakra... Kolejny telegraficzny skrót:
Czarnemu Panu nie podoba się, że Drako spotyka się z Hermioną. Dlatego chłopak zaczyna chodzić, z Katie Bell, która nie ukrywa swojego zaangażowania. Hermiona postanowiła się zemścić...A co tam niech i on poczuje się zazdrosny...O Pottera na przykład. Skutkiem tego wszystkiego była bójka, Hermi jednak się przyznała, że nie kocha Pottera...
.. ... .. ... .. ... .. ... .. ... .. ... .. ... .. ... .. ... .. ... Po głębszym zastanowieniu doszłam do wniosku, że nie ma sensu dalej streszczać tego opowiadania, bo, po co to, komu? Tylko nerwy sobie psuję a za lekarstwa nikt mi nie zapłaci.
[0/20]

4.Podstrony:
Powiadają, że muzyka łagodzi obyczaje. W przypadku tego bloga jest całkowicie inaczej, melodia jest okropna a gdy się skończy zaczyna się następna, okropniejsza. Dodatkowo nie posiada magicznego guziczka -stop-, co jest poważnym zaniedbaniem.
Ogólnie do menu nie mam żadnych zastrzeżeń, czysto i ładnie.
„Wspaniały” dział o mnie, ukryty pod nazwą BOHATEROWIE został dokładnie przeanalizowany przeze mnie [ tak jak radziła autorka bloga] i doszłam do wniosku, że jest to totalne dno nieodzwierciedlające niczego.
[5/10]


5.Avatar:
Mriga i mriga... Podoba mi się, to chyba wystarczy.
[5/5]


Podsumowanie:
Hm... Wiem, że Cię dobrze na innych ocenialniach traktują, ale ja widocznie nie dostrzegam tu tego czegoś, co wypatrzyły gałki innych osób. Piszesz o rzeczach, których tak naprawdę nie rozumiesz a informacje o nich wynajdujesz np. na Wiki, która jest niekoniecznie kompletnym źródłem wiedzy. Używasz również słów, których znaczenia najzwyczajniej nie pojmujesz np. allogeniczny lub autologiczny przeszczep szpiku – nie będę ukrywać, że przeciętny czytelnik też ich nie rozumie, jednak robią one na nim wrażenie... Dodatkowo twoje pojęcie miłości jest „chore”, próbujesz coś napisać jednak ci to nie wychodzi – zresztą jak w większości opowiadań tego typu, pisanych przez tzw. „dorosłych małolatów”.
Z punktacji wychodzi pocałunek... Cip cip Dementor...cip cip...

Mao de Calinot
Nastrój:
tagi:

Ogłoszenia parafialne

poniedziałek, 21.lipica.2008, 19:20
Witam serdecznie ^^
Mao de Calinot się kłania, postanowiłam zrobić mały porządek w księdze i pousuwać tych którzy nie spełnili regulaminu – szczególnie punktu drugiego. Bo regulamin to regulamin, a zasady trzeba przestrzegać.
Tak więc z księgi wylatują:
www.wilkolak-w-hogwarcie.mylog.pl
www.duende-hd.mylog.pl
www.zywot-wilkolaczki.mylog.pl
www.snejpowy.mylog.pl
www.vivian-i-hogwart.mylog.pl
www.slytherin-love.mylog.pl
www.cho-chang-jej-zycie.mylog.pl
www.trojkaprzyjaciol.mylog.pl
www.gauthier.mylog.pl
www.life-losers.mylog.pl
www.magic-volley.mylog.pl

Dziękuje za uwagę.
Mao de Calinot
Nastrój:
tagi:

Odczyt myśli nr 46

sobota, 14.czerwca.2008, 11:31
Ach, jaki dziś piękny czerwcowy dzień… Słonko świeci, ptaszki śpiewają, pszczółki bzyczą... Blogowicze piszą dalej swoje kochane bzdurki^^
A Ja... Cóż, robię porządki - Więc dziś z Wielkiej Księgi wylatują:
www.lisa-presckott.mylog.pl, za: brak minimalnej ilości notek.
www.without-memory.mylog.pl, za: brak dostępu.
Bym wyrzuciła jeszcze kogoś...No, ale znajcie moje dobre serce, bo z przymrużeniem oka zerkam na wszystkich, którzy nie mają w fav Legiliments.


A więc oto wyczekiwana od bardzo dawna ocena:


Oceniam
www.hermionka21.mylog.pl


1.Pierwsze wrażenie:
Tytuł krótki i niezbyt oryginalny. Wywołuje u mnie pewien niesmak... Czyżby to miało być kolejne opowiadanie typu „Kocham go lecz się nie przyznaję...” Jednak nie tracę nadziei. W końcu jestem optymistką^^ [eh...]
[3,5/5]


2.Szablon:
Jasno, przyjaźnie – podoba mi się. Graficzka przedstawia zawsze wierną Św. Trójcę... Taka sielanka – jednak czy na pewno?
Gdyby nie bałagan w menu oraz niepotrzebna ikonka na początku każdej notki byłoby na medal. Dodatkowo te skaczące pola na tekst - co przeglądarka to inaczej _._ Zwariować można. Więcej zastrzeżeń nie mam [starzeje się?].
[9/15]


3.Treść:
... .. ... .. ... .. ... .. ... .. ... Tymi kropeczkami chciałam wyrazić to co myślę o Twoim opowiadaniu droga autorko... Jednak doszłam do wniosku, że nikt poza Lady Snape by nie zrozumiał mojego skrótu myślowego^^’

Jako, że jestem osobą nad wyraz wyrozumiałą i bardzo tolerancyjną, [o czym trzeba pamiętając zgłaszając się do oceny] to w przypadku tego opowiadania wytrzymać normalnie nie mogłam. Jednak myślę sobie, że coś wyduszę, wykręcę, choć odrobinkę w końcu taką długą przerwę w ocenianiu miałam. Jednak nie dało się, moje starania spełzły na niczym... NICZYM. Po prostu gniot, jakich wiele i basta.
Przedstawiona historia jest najpłytszym oraz najbardziej beznadziejnym [żadna niespodzianka dla mnie] czymś krążącym po świecie mylog’a.

Autorka postanowiła opisać losy znanych i lubianych bohaterów świata Pani Rowling po ukończeniu nauki. Mniej więcej mają oni po dwadzieścia lat [patrz św. Trójca] i rozwijają się twórczo w wybranych przez siebie kierunkach: Hermiona postanowiła zostać uzdrowicielką, Harry standardowo jest aurorem a Ron... Właściwie, co on robi? Tego nawet nie wie Sybilla Trelawney.
Opowiadanie zawarte jest w czterech rozdziałach i grzeszy.... Ach jak bardzo. Nie tylko poprawnością językową, ale i wykreowanymi bohaterami, kanonicznością, wulgaryzmami tu i tam i wszystkim, czego nie wypisałam, bo czasu szkoda marnować. Dodatkowo ten nieudanie poprowadzony wątek miłosny miedzy Harrym a Hermioną – żenada. Powiedziałabym, że telenowela Brazylijska jest bardziej interesująca niż to, co Ty droga autorko zaprezentowałaś czytelnikowi.
Bohaterowie całkowicie wykreowani według widzi-mi-się. Za co lecą punkty, bo według mnie to odrobinkę powinni się zgadzać z pierwowzorem.
Hermiona Granger – Powiem tyle, że z książkową nie ma ona wiele wspólnego. Wiedza, ta wrodzona jak i nabyta w szkole uleciała z niej jak powietrze z balonika. Sporo czasu spędza na rozważaniu swoich wewnętrznych rozterek, których naiwność zwaliła mnie z nóg. Jednak poświęca się również swojej pracy, bierze nadgodziny i wszelkie możliwe dyżury. Tylko po to, aby nie myśleć o Harrym... Do tego dochodzi ogromna chwiejność poglądów, brak pewności siebie i całkowite niezdecydowanie.
Harry Potter – Auror, wyjeżdża na niebywale niebezpieczna misje do Francji. Rozstał się z Giny, dla zainteresowanych była to tylko i wyłącznie winą rudowłosej. Hermione traktuje jak swoja najlepszą przyjaciółkę niemalże siostrę, jednak tak naprawdę kocha ją z całego serca... W późniejszym czasie już wie, że to ona jest tą jedyną...
Ron Weasley – Takie piąte koło u wozu. Doszłam do wniosku, że wspomnieć o nim i jego rodzinie wypadało. Związany jest, z Lavender. Czym się zajmuje niewiadomo?
Inni warci wspomnienia...
James Shine – Ciemnowłosy i niebieskooki chłopak. Wysoki, dobrze zbudowany i kulturalny. Początkujący „uzdrowiciel”. Z tekstu wywnioskowałam, że Hermiona mu się podoba.
Jennifer Swasch – koleżanka z pracy, skrycie podkochuje się w James’ie. Mieszka sama i kocha książki, tak, jak Hermiona. Ma siostrę i matkę, brat zginął na misji w Niemczech.
Reszta przedstawionych postaci w opowiadaniu nie wnosi niczego [tak ja wyżej wymienieni] i nie jest warta przedstawienia.
Przejdźmy dalej... Streszczenie:

Mały domek w centrum Londynu, w środku dziewczyna siedząca w „półmorku”. Zachowuje się dość nerwowo, raz po raz czyta wiadomość od przyjaciela. Jego sowa czeka na odpowiedź. Jednak niejaka Hermiona G nie zamierza odpisać, zrywa się z miejsca i wybiega w ciemność nocy. Biegnie i biegnie, aby pojawić się przed Grimmauld Place 12, trzeba pamiętać, że owa posiadłość znajduje się na przedmieściach Londynu i Panna Granger wykazała się niebywałą sprawnością fizyczna docierając do niej w tak zadziwiającym tempie nie używając czarów... Łomocze w drzwi domu Pottera, po czym zdziwiony młodzieniec pyta, „co ona tu robi”. Nawiązuje się krótka rozmowa pomiędzy dwojgiem znajomych polegająca na: płaczu i histerii dziewczyny oraz zapewnieniach Pottera, że to jego obowiązek Aurora pojechać na misję... Po pewnym czasie Hermiona rezygnuje i wraca do domu, w którym rozmyśla o całej sprawie, cytuję:
Dzisiaj wiele się wydarzyło... Najpierw dostałam sowę, że dostałam pracę w, Mungu jako uzdrowicielka... Potem odwiedził mnie Ron i razem z Lavender udaliśmy się na Pokątną. Oznajmili mi, że biorą ślub za trzy miesiące. Moim zdaniem to za wcześnie. Mają w końcu tylko po 20 lat! Później nudziłam się strrrrrasznie i czytałam książki. A potem dostałam list od Harry'ego z zawiadomieniem, że wyjeżdża na pewną zagładę. Aż do Francji! No nic, w końcu jest aurorem, ale... mogliby wziąć kogoś innego. Nie wyobrażam sobie życia bez niego! Tak jak i bez Rona... Co ja bym bez nich zrobiła?? Jejku, co ja zrobię, jak oni tam zabiją Harry'ego?! Wtedy to będzie MOJA wina, bo przecież mogłam go zatrzymać. Nie wiem jak, czy to ważne?! Obojętnie w jaki sposób, np. przykłuć go łańcuchami do schodów i zabrać mu różdżkę, albo zamknąć w łazience... Czuję się podle. Chciałabym wyjechać tam z nim. I jeszcze z Ronem. To moi przyjaciele. Mieliśmy być na zawsze razem... Cokolwiek by się działo, jeden miał pójść za drugim i trzecim. W tym przypadku ja i Ronald za Harrym...
Dziewczyna noc miała ciężką jednak wstała o świcie, wyszykowała się do pracy i zdarzyła napisać list do Rona. Droga do pracy okazała się być zadziwiająco... dziwna[?], cytuję:
[...] nie miała samochodu, a Szpital Św. Munga znajdował się kawałek od jej domu. Wyszła więc szybko i wsiadła do jakiegoś mugolskiego autobusu, później do metra i w końcu dobiegła do opuszczonego marketu z okropnym manekinem w starym fartuchu. Oparła się niby od niechcenia o jedną z szyb.
W recepcji poznała „milusią” kobietę, która wskazała dziewczynie gdzie ma się udać [Gabinet na II piętrze]. Oczywiście informacja ta była tak bardzo rzetelna, że młoda Panna Granger trafiła tam od razu wykazując się nie lada inteligencją. W owym gabinecie poznała James’a Shine, który okazał się być równie młodym i początkującym uzdrowicielem. Wyjaśnił Hermionie, „co i jak”, cytuje:
- Rozgość się. To twoje miejsce pracy. Narazie jesteśmy pielęgniarzami. Czekamy na wezwanie chorego. Ale... dyrektor cię zapewne niedługo wezwie do siebie. - wyjaśnił James i usiadł za swoim biurkiem. Hermiona niepewnie usiadła za swoim biurkiem i zaglądała do wszystkich szafek, ale były puste. Ku jej zdziwieniu, jej partner pracy od jakiegoś czasu obserwował ją znad swoich dokumentów i uśmiechał się pod nosem.
- Hermiono, te szafki są puste dlatego, że musisz je zapełnić papierami TWOICH pacjentów.
- Ee ja wiem... Więc co ja mam TERAZ robić? - zniecierpliwiła się dziewczyna.

Widać, że magiczna służba zdrowia jest tak samo przedsiębiorcza jak nasza mugolska i zatrudnia samych specjalistów...
W późniejszym czasie Hermina zapoznała się z uroczą Jennifer Swasch, która zaprowadziła naszą bohaterkę do [tak mniemam] dyrektora, który z kolei przydzielił dziewczynie pacjentkę.
Pani Jenkins okazała się być miłą i pogodną staruszką opuszczoną przez rodzinę, cierpiącą na zaniki pamięci. W czasie tak zwanej „opieki” nad pacjentką pojawił się niewiadomo skąd Harry a Hermiona postąpiła bardzo rozmyślnie posyłając wszystko do diabla rzucając się na szyję chłopaka. Tak oto się po tulili, pogadali. Świeżo upieczona „uzdrawiaczka” postanowiła wziąć urlop i jechać z Harrym na misję [w pierwszym dniu pracy]. Jednak młodzieniec wykazał się przebłyskiem inteligencji i jej tego odradził, po czym się pożegnali. Potter został wzięty za męża dziewczyny, jednak ona wszystko wyjaśniła a urocza Pani Jenkins okazała się być zagorzałą fanka chłopca-który-przeżył-aby-zginąć-na-misji.
Po ciężkiej pracy Hermi udała się do Rona, któremu wypłakała się ze swoich obaw – on się też jej wyżalił. Zjedli obiad, powspominali dobre czasy, powymieniali się ploteczkami...
Nastały ciężkie dni dla dziewczyny. Postanowiła poświęcić się pracy, dodatkowym dyżurom. Kursowała pomiędzy Mungiem a Norą, wiele czasu spędzała z rodziną Rona jak i Ronem oraz swoja nową przyjaciółką – Jennifer.
Pewnego dnia przy obiedzie w Norze Hermiona doznała nagłego olśnienia, cytuje:
nagle zapragnęła mieć kogoś takiego, jak Lavender ma Rona, jak Fleur Billa.
Dni mijały, wieści od Pottera nie było. W Proroku Codziennym pojawiać się zaczęły niepokojące artykuły. Hermiona się załamała. Udała się z Ronem do samego Ministerstwa Magii żądając natychmiastowej informacji o Harrym, a sama chciała wyjechać do Francji. Jednak niedobry i zły dyrektor powiedział kategorycznie NIE…
Zdegustowana dziewczyna wróciła do domu, z nadmiaru wrażeń rozbolała ja głowa, więc postanowiła pójść spać. Zapadła w niespokojny sen, wizję...[Cokolwiek to jest] cytuję:
Była w jakichś lochach, czy jaskini... Nie było tam żadnych okien, ani drzwi, a jedynym źródłem światła był płomień padający z różdżki "Hermiony". Bo Hermiona nie była tu PRAWDZIWĄ Hermioną. Miała na sobie długą, czarną szatę, spiczasty kaptur zaciągnięty na twarz, na której była z kolei żelazna maska. Pod ścianą kuliła się jakaś zakuta w łańcuchy i obezwładniona postać. Hermiona czuła, że ten ktoś znaczy dla niej bardzo wiele i pragnęła ulżyć mu w cierpieniu, jednak gdy tylko wyciągnęła ku niemu ręcę, chłopak cofnął się nerwowo. Płomień światła padł na zmasakrowaną i zakrwawioną twarz młodzieńca, na jego cienką bliznę na czole i szare już tęczówki.
- Harry? - wyszeptała przez sen. Po policzku spłynęła samotna łza.

Obudziła się zlana potem. Z rozmyśleń wyrwał ją dzwonek do drzwi, zjawiła się Ginny. Rudowłosa dziewczyna była zdruzgotana, zapłakana, postanowiła się wyżalić przyjaciółce. W końcu ona nadal GO kocha [tzn Pottera] i to jedynie z jej winy się rozeszli...[Jeszcze się popłacze...Ze śmiechu]. Scena iście dramatyczna, zakończona niespodziewanym zwrotem „akcji”, cytuje:
Ginerva wyszła od Hermiony późnym wieczorem. Nie wiem o czym tak rozmawiały. Ale obu paniom humor się znacznie poprawił.
Hermiona zasypiała ze świadomością, że straciła przyjaciela. Ale że Ginny to bardziej boli. Ona go KOCHA. Nie jak siostra, ale jak ... dziewczyna.

Kolejne dni były dla młodej dziewczyny utrapieniem. Czekała na jakąkolwiek wiadomość z Ministerstwa, w tym czasie uzmysłowiła sobie jak wiele Harry dla niej znaczy... Wiele czasu spędzała z Panią Jenkins, którą zaczęła traktować jak babcię...
Dalej są same dramaty, ściślej mówiąc Harry prawdopodobnie zginął, Hermi nie ma nikogo bliskiego sercu, Ginny nie kontaktuje, niejaki Artur W piszę książkę poświęconą Potterowi... [Teraz to się tylko ciąć trzeba]
Gadu, gadu... Herm się zgadała z Ronę, ponieważ mieli tą samą wizję, więc jest szansa, że Potter jednak żyje. Nieco dalej małe kłopoty w pracy, przymusowe L4, melancholia itd.
Nic dodać nic ująć.
Pewnej nocy około drugiej Hermina rozmyślała o powrocie do pracy, gdy nagle usłyszała pukanie do drzwi... Czyżby to był Ron lub Jennifer? Postanowiła to sprawdzić, cytuje:
- Kto tam? - Spytała, drżącym głosem.
- To ja, Hermino, Harry... - Bełkotał ktoś.

HARRY? W piersi zamarło jej serce. Boże, może to jego duch?! Otworzyła lekko drzwi i cienka smuga światła padła na twarz przybysza. Nie poznała jej. Zamknęła oczy, nie mogła na to patrzeć. Po policzku popłynął na nowo strumień łez. Chłopak opierał się o ścianę, nie mógł samodzielnie ustać.

- Harry? To naprawdę ty? - Wyszeptała. Podała mu ramię, przytulając się do niego.
- Wiedziałam, że żyjesz...


Reszta czwartego rozdziału jest pełna naiwnych wzniesień, szczęścia, radości, przechwałek typu ja-zawsze-mam-racje...W pewnych momentach naprawdę chce się wymiotować. Tak, więc nie ma, co się dalej rozpisywać i trzeba zakończyć^^
Dodam od siebie, że ilość punktów mówi sama za siebie.
[0/20]

4.Podstrony:
Book, Likns [sporo] … nawet spis treści się znalazł w tym bałaganie, lecz jakiś taki niedorobiony… Są Faw, jednak Legiliments tam nie znalazłam - za co odejmę punkty. Bo jednak regulamin trzeba czytać [ze zrozumieniem] a co najważniejsze – przestrzegać! Po kolorowej mozaice faw’ów czas na mizerne archiwum oraz Lay. Nie dopatrzyłam sie zaszczytnego działu „o mnie” jak i również dodatkowych szablonów.
[4/10]


5.Avatar:
Gdyby nie księga gości to bym w ogóle nie miała pojęcia jak on wygląda... Dodatkowo miga [bardzo szybko...]. Jednak pasuje do szablonu.
[1,5/5]


Podsumowanie:
18 pp, nawet gdybym chciała naciągnąć to i tak nie pomoże. Opowiadanie jest beznadziejne. Tu już nawet nie chodzi o błędy, tylko o brak jakichkolwiek umiejętności pisarskich. Nie wiem, może z wiekiem rozwiną się one u Ciebie, ale teraz trafiasz do „Pocałunku Dementora”.


Mao de Calinot
Nastrój:
tagi:

Odczyt myśli nr 45

niedziela, 2.marca.2008, 12:32




Przecieracie oczy ze zdumienia? Ale to naprawdę ja. W całej krasie przed Wami Lady Snape ;] Ponieważ a) sesja się skończyła b) ruszyło mnie sumienie c) za oknem huragan “Emma” i wreszcie d) zadziałały inne czynniki, których wpływu nie potrafię sobie do końca uświadomić, postanowiłam zlustrować kolejkę i popastwić się troszkę nad kolejną panią Autorką...

P.S. Przy okazji informuję także, iż wyczyściłam Księgę Gości z tych zgłoszeń, które nie przetrwały próby czasu, a więc z blogów zawieszonych. Postaram się, by kolejne oceny pojawiały się w miarę regularnie. Pozdrawiam oczekujących i proszę o cierpliwość


Oceniam
http://nowe-dzieje.mylog.pl


1.Pierwsze wrażenie:
“Na Najświętsze Imię Severusa, tu jest po prostu estetycznie” - pomyślałam przekraczając bramy Twojego małego królestwa droga Autorko. Brak ślicznych stokrotek, tudzież goździków; żadnych świergocących ptaszków, by było milej; nie ma nawet wypchanych zwierząt (głowy dzika, albo i dwóch), by dodać wnętrzu odrobinę delikatności, a i tak bijesz na głowę panią Lovett ;]
[5/5]


2.Szablon:
Nie będę się rozwodzić, gdyż pozwany posiada wszelkie przymioty, które pozwalają mi orzec, iż to naprawdę ładny głaz... eee... szablon. Kolorystyka budzi mój niekłamany zachwyt, podobnie zresztą jak każdy inny element całości. Skomponowany lepiej od pewnego samochodu z pewnej reklamy. Nic nie wystaje, nic nie odcina się od reszty – zgrabna i przyjemna dla oka kompilacja. Jak to mówią jedenastoletnie zbuntowane dziecioki z blokowisk: “niormalnie rewelka, joł, joł”
[15/15]


3.Treść
Jedno wiem na pewno (o ile w ogóle można wiedzieć coś “na pewno”) potrafisz pisać, lub też w najgorszym wypadku robisz to znacznie lepiej od większości blogowiczów, którzy niekiedy zbyt pochopnie decydują się na opublikowanie swej “tFórczości”. Mogę też z czystym symieniem stwierdzić, że opisy są Twoją mocną stroną. Co dalej? No właśnie. To co przed chwilką przeczytałam z pewnością nie jest pisaninką jakich wiele. Wspaniale i drobiazgowo zarysowane postaci bohaterów, wierny opis świata przedstawionego, a jednak... Nasuwa mi się jedno bardzo natrętne pytanie. Po co Ci w tym wszystkim bohaterowie znani z książek o przygodach młodego czarodzieja? Po co Ci te wszystkie monstra J.K. Rowling, które próbujesz zmienić i dostosować do wymogów własnej twórczości? Widzisz, problem tkwi w małym szkopule: otóż zapożyczając z kanonu HP pewnych bohaterów wypada liczyć się z tym, iż owe monstra bądź co bądź posiadają także tzw. charakter, choćby w najbardziej prymitywnym tego słowa znaczeniu. Jo przez siedem długich tomów raczyła nas pseudocharakterologiczną papką dotyczącą Harry'ego, Rona, Hermiony czy Ginny, i trzeba przyznać, że robiła to nad wyraz skutecznie, tak więc każdy, kto mieni się “potteromaniakiem”, potrafi sobie wyobrazić (mając na względzie wcześniejsze zachowania bohaterów plus możliwe odchyły od normy) jak w danej sytuacji zachowałby się wybrany monster rodem z książek Jo. Ty całkowicie odcinasz się od książkowych charakterów wspomnianych postaci. Nie, nie zmieniasz ich – po prostu wzięłaś sobie ich wygląd zewnętrzny, zabrałaś mizerną skorupę i przypisane jej imię oraz nazwisko, po czym nadałaś każdej z tych skorup swój własny charakterek. Przez tego typu zabiegi “Ginny”, “Harry” itd. to już nie postaci z sagi Rowling, ale dźwięki bez desygnatu. Nie potrafię sobie wyobrazić tak gwałtownej zmiany w życiu i zachowaniu bodajże pierwszej z brzegu Ginny, gdyż przez kilka lat byłam raczona jej rowlingowską wersją, której ty w ogóle nie bierzesz pod uwagę, zupełnie tak jakby pierwszych szesnaście lat jej życia nie miało wpływu na kształtowanie charakteru i pewnych postaw życiowych. Zrobiłaś z Ginny prostytutkę (nawiasem mówiąc wyszło Ci to dość topornie, gdyż przedstawiłaś dziewczynę w komfortowej sytuacji – nie ma swojego alfonsa, nie dostała “ostrzeżenia” od innych pań spod latarnii, którym bądź co bądź odbiera klientelę; gdzieś musi przecież Gorąca Ginewra stać, a wszystkie rewiry w mieście są już, jak mniemam, obsadzone), z Seamusa faceta, korzystającego z usług “pań w czerwieni”, z Hermiony zapłakaną kurę domową, która raczej mało zajmuje się życiem zawodowym, a już z pewnością nie realizuje się tak, jakby na to wskazywały jej umiejętności (no, czasem coś wpleciesz o jakimś kursie czy poprawnie rzuconym zaklęciu) i potulnie podaje mężusiowi obiadki (a zapewniam Cię, że ona nie z takich)... Wizerunki bohaterów Miłościwie Nam Piszącej toczą otwartą wojnę na sztylety z tymi, których im przeciwstawiasz. Powykręcałaś postaci HP, ulepiłaś na własną modłę, a ja zastanawiam się, po co Ci one były? Wystarczyłoby zmienić imiona i nazwiska, a Twoje opowiadanie natychmiast by odetchnęło. A ja już nie zadawałabym tego niewygodnego pytania “dlaczego”. Dlaczego Ginny wybrała zawód pani lekkich obyczajów, chociaż z pewnością mogłaby znaleźć lepszą, bardziej bezstresową i mniej upokarzającą pracę, już nie mówiąc o troskliwej matce i wzorowej rodzinie, w której zawsze znajdzie oparcie. Dlaczego Hermiona wyszła za Harry'ego choć wie, że go nie kocha, itp. itd. Nic nie dzieje się bez przyczyny, a przecież Twoich bohaterów od bohaterów Rowling dzieli naprawdę niewielka różnica lat. Gdybym miała przedstawić to najprościej: Ginny wykreowana przez Jo... ogromna przepaść ... Twoja Ginny. Nie potrafię wyobrazić sobie sytuacji, w których zachowanie człowieka (w Twoim wypadku wszystkich bohaterów) zmieniłoby się w tak krótkim czasie o sto osiemdziesiąt stopni. I chyba nigdy już nie rozwiążę tej zagadki. Dodatkowo świata magii jest jak na lekarstwo. Z niewiadomych przyczyn Twoi bohaterowie wszystko robią “po mugolsku”, od większości zawodów po sposób podróżowania. Cóż to za nagła i dobrowolna rezygnacja z dumnego prawa posiadacza różdżki i magicznych zdolności? Ech i znowu to cholerne “dlaczego”. Dumam i dumam, ale znacznie szybciej zrozumiałabym tekst Kanta zadany na jutrzejsze ćwiczenia, więc chyba dam sobie spokój i zacznę wreszcie Cię chwalić, bo nie daj Snape zwichnę Ci osobowość. Dodam jeszcze tak szybciutko, że postaci Silwanusa Locharta i jego siostry także za bardzo Ci nie wyszły i kompletnie do mnie nie przemawia uroczy pomysł zaserwowania Lochartowi dzieciaczków i zrobiena z niego wyjazdowego tatusia zaspakajającego się z fankami, choć muszę przyznać, że później robi się nieco ciekawiej. Ale dajmy już pokój tym niewygodnym sprawom. Pora na pochwały, czyli wskazanie tego, co się kolokwialnie mówiąc podobało. A było tego wiele. Jak się okazuje, nie wszystkie postaci Rowling odarłaś z właściwego im charrakterku. Niektórzy zawsze będą sobą i doskonale widać to na przykładzie Draco Malfoya, u którego tylko (w bardzo umiejetny sposób) pogłębiłaś cechy nadane mu przez pisarkę HP. Umiejętnie i sugestywnie opisujesz koleje jego związku z Pansy Parkinson (ostatnio Jo w jednym z wywiadów powiedziała, że Draco nigdy się z Pansy nie związał, jednak kto by się przejmował tym, co J.K. mówi w wywiadach). Cieszę się, że połączyłaś Draco z panną Parkinson i że zrobiłaś z tej uroczej Ślizgonki naprawdę życiową i dającą się lubić postać, bo niechęć Rowling do Slytherinu momentami wydaje się aż nazbyt wybujała. Na pochwałę zasługuje także Ron (pomijając pewne anomalie), który bądź co bądź przypomina siebie. Poza tym Twoi bohaterowie to naprawdę urocza grupka dobrze zarysowanych i dokładnie opisanych postaci z mniej lub bardziej określonym charakterem i choć większość troskliwych mam oraz zatrważającą część pozostałych osobników płci żeńskiej zapewne nieświadomie umieszczasz w kuchni (wierna jak mniemam stereotypowemu przekonaniu, iż kobieta w kuchni powinna być gospodynią, na salonach damą a w sypialni dziwką) Twój wizerunek fikcyjnej rzeczywistości jest do przyjęcia, choć bardziej od świata magii zdają Cię interesować zwykłe, jakże mugolskie i zarazem jakże czarodziejskie ludzkie problemy, włączając w to “puszczanie się”, alkoholizm, nieudane związki małżeńskie, zdrady czy dokonywanie aborcji (mam nadzieję, że wszystko tylko a priori, co zresztą widać ;] ). Powiem szczerze, że nie jestem zachwycona tym, co tworzysz, choć barbarzyństwem z mojej strony byłoby napisanie, że tworzyć nie potrafisz. Twoje opowiadanie jest zgrabne i bezpretensjonalne, wiesz co to mowa ojczysta i szanujesz jej zasady. Gdy tylko na scenie pojawiają się Twoje własne postaci, opowiadanie od razu ożywa i staje się znacznie przyjemniejsze (a zdradzę w tajemnicy, że oprócz Pansy i Rona do moich ulubionych należy Lola). Ginny, Harry i reszta tej hałastry, po prostu Ci ciążą, zakrywając to, co w opowiadaniu najlepsze – Twoją własną twórczość, niepowtarzalnych bohaterów, a więc to, co w Twojej duszy gra i co starasz się przelać na papier, a raczej na blog szlachetnego serwisu mylog. Zapożyczeni bohaterowie kładą się cieniem na Twojej historii, gdyż tak naprawdę potrzebowałaś zupełnie innych charakterów niż te, które stworzyła Rowling, a jednak zagłębiając się w Twoją opowieść dalej i dalej znika w końcu to nieprzyjemne uczucie, iż wszystko jest aż nazbyt inne niż być powinno. Powoli, bo powoli, ale jednak poczułam klimat panujący w tym zakątku internetu i nie mogę przy tym nie wspomieć, że cieszy mnie fakt, iż nie dzielisz ludzi na białych i czarnych, nie tworzysz tych wszystkich niepotrzebnych żelaznych barier, oddzielających dobrych od złych, prawych od zepsutych, pięknych od brzydkich. Niemal na końcu doczekałam się także wzmianki o “bezużytecznym” Severusie. Szczerze mówiąc z lękiem i niecierpliwością czekałam na Twój opis tej postaci i mogłam odetchnąć z ulgą widząc, iż nie będziesz (przynajmniej na razie) zaprzątała sobie głowy opisywaniem dziejów Snape'a, bo kto wie, jakie rewelacje na jego temat byłabym zmuszona przeczytać. Choć dalej pielęgnujesz nienawiść między Harrym i starzejącym się Smarkeruskiem (ach może ktoś kiedyś zgłosi się do mnie z opowiadaniem, w którym Severus ratuje życie i wreszcie decyduje się na oczyszczającą rozmowę z Potterem; czekam z niecierpliwością) cieszę się, że na tym się skończyło, gdyż wolę pozostać w słodkiej nieświadomości odnośnie jego problemów narkotykowych, skłonności do samookalecznia, byłej żony i niespłaconych alimentów...

„Pisane przy akompaniamencie pana Turnaua, który nie służył za inspirację, ale wzruszał, co samo w sobie już jest czymś wielkim”

Ja również z panem Turnauem w tle stawiam w pełni zasłużoną czternastkę.

[14/20]


4.Podstrony:
Bez żadnych większych udziwnień i nawet się nie zgubiłam. Chwała Ci za to Autorko, bo bywa, że ten podpunkt oceny zdradziecko mnie zaskakuje, tracę poczucie orientacji, nie wiem gdzie księga a gdzie znajomi i popadam w niemoc twórczą, tudzież irytację. Widzę, że wszystko sobie Agata dopracowała, nawet się przedstawiła i wiek podała. No, no, no wreszcie ktoś, kto nie boi się podpisać pod tym, co tworzy i słusznie. “Ludzi, zwierząt, roślin i porcelanowych słoników nie lubi. Najlepiej czuję się we własnym towarzystwie, ewentualnie z kimś znajdującym się po drugiej stronie monitora”. Przez chwilę czułam się, jakbym czytała własne słowa, w dodatku na temat siebie samej. Można powiedzieć, że kontakt z oceniającą nawiązałaś, w najlepszym tego słowa znaczeniu ;] Inna rzecz godna uwagi: duużo dodatkowych informacji odnośnie opowiadania – rys historyczny, forma i treść, dlaczego nowe-dzieje (ja też nie wiem dlaczego, ale bynajmniej się tym nie przejęłam), ograniczone do minimum, choć dość istotne skrótowe wiadomości na temat bohaterów itd. Przeczytałam ze smakiem i stawiam smaczną dziesiątkę, o.
[10/10]


5.Avatar:
Dopasowany do szablonu. Estetyczny. Taki, jaki powinien być. Amen
[4/5]


Podsumowanie:
Dodaję i dodaję i jeszcze raz dodaję plus, plus i wreszcie równa się nie tak okrągłe, ale jakże znamienne 48 punktów, dające pachnący cytrusami tytuł Cytrynowego Dropsa. Cóż mogę jeszcze napisać. Miło, że się do mnie zgłosiłaś. Miło, że mogłam przeczytać coś w miarę strawnego i dość dobrze przyprawionego. Postuluję przy tym o większą ilość własnych postaci a mniejszą ilość rowlingowych, bo w Twoim opowiadaniu te ostatnie czują się nieswojo i nie potrafią integrować się z resztą, choć z czasem to dziwne poczucie wyobcowania i niespójności powoli opuszcza czytelnika. Dorosłość może mieć wiele twarzy i choć może nie zgadzam się z pewnymi opisanymi przez Ciebie sytuacjami, po przeczytaniu epilogu siódmego tomu zdecydowanie opowiadam się za Twoją wersją, nie tak “słitaśną” i zdecydowanie bardziej autentyczną od szczęśliwego pożycia szczęśliwych ludzi w blasku szczęścia. Twórz dalej, Dropsie, ot co ;]

Mao de Calinot
Nastrój:
Kategoria: Oceny Lady Snape
tagi:

Ogłoszenia parafialne

poniedziałek, 21.stycznia.2008, 15:40
Miło mi poinformować, że nowa ocena już "się robi" (zgodnie z kolejką przyszedł czas na nowe-dzieje.mylog.pl) i postaram się, by kolejne pojawiały się w miarę regularnie. To tyle z mojej strony. Mam nadzieję, że droga Mao w najbliższym czasie także będzie mogła powrócić do oceniania (wiem, że jest w trakcie). Prosimy o cierpliwość i pozdrawiamy



W imieniu Legiliments Sp. z o.o.




Lady Snape



Mao de Calinot
Nastrój:
tagi:

Ogłoszenia parafialne;]

piątek, 19.października.2007, 11:23
Większość osób, które zgłosiły się do oceny zastanawia się zapewne "co się dzieje". Na Legiliments straszny zastój. Czyżby oceniające powymierały? "Czy doczekam się na ocenę"? "Co te *** sobie myślą"? Postanowiłam więc napisać tą krótką notkę, by uspokoić drogich naszym sercom kolejkowiczów. Legiliments wkrótce odżyje, obiecujemy^^ Nowy rok akademicki przyniósł ze sobą wiele nowych obowiązków i jedną oceniającą odciął od okna na świat, jakim niewątpliwie jest internet. Zapewniamy jednak, że wkrótce wszystko wróci do normy i oceny zaczną pojawiać się regularnie. Nie ma więc powodu do obaw. Każdy, kto wpisał się, właśnie się wpisuje bądź zamierza w niedalekiej przyszłości wpisać się do księgi gości zostanie oceniony (o ile rzecz jasna spełnia regulamin). Bardzo serdecznie przepraszamy wszystkich zniecierpliwionych i mamy nadzieję, że okażecie się wyrozumiali.

W imieniu Legiliments Sp. z o.o. przepraszała i zapewniała






Lady Snape



Mao de Calinot
Nastrój:
tagi:

Odczyt mysli nr 44

sobota, 22.września.2007, 12:18
Tak, więc… Dawno mnie tu nie było, za co przepraszam czekających w kolejce, postanawiam się poprawić, lecz nie wiem czy z moim leniem coś z tego wyjdzie ^^’ Ale pamiętajcie: nie zapomnę Was ocenić!


Komunikacik:

Panna lily-evans-potter postanowiła zawiesić bloga z powodu braku czasu oraz weny. Tak, więc wylatuje ona z kolejki.

Natomiast Pannie Lisie Presckott brakuje troszkę, przy czym nie zostanie usunięta, ponieważ postanowiła dodać notkę jak najszybciej tak aby wszystko zgadzało się z regulaminem. Wysyłam jednak upomnienie.








Oceniam
www.lily-evans-marta.mylog.pl


1.Pierwsze wrażenie:
Powiem tak… Troszkę lepsze niż poprzednie. Cenie sobie to, że uczysz się html’a jednak zachowaj „wesołą twórczość” dla siebie póki nie zaprezentujesz pewnego poziomu.
[1/5]


2.Szablon:
Rozpisywać się tu nie będę. Szablon wygląda nieestetycznie. Jednak prezentuje się troszkę lepiej niż poprzedni, ale to i tak nic nie zmienia. Grafika również nie powala, dziewczę wręcz okropnej jakości… piksele itd., zaś tło doprowadza mnie do palpitacji… Czcionka koloru odpowiedniego, czytelna.
Wybitnie dobrany tekst: „Kompozycja własna. Nie radzę kraść, dorwę i wykastruję pilniczkiem do paznokci”. Uważam całkowicie nie na miejscu. Uwierz, że takiego czegoś nikt ze zdrowym umysłem nigdy by nie ukradł, ma do wyboru [mniej lub bardziej] profesjonalne szablonarnie. Tobie również radzę z nich skorzystać.
[5/15]


3.Treść:
Z tego, co wyczytałam mała Evans była swego rodzaju popychadłem i wiecznym obiektem kpin Pottera. Cytat: „Na dodatek ten James Potter jej nie lubił. Jeśli James Potter kogoś nie lubi to jest to z całą pewnością osoba głupia.” W ten oto sposób mała ruda dziewczynka została pozbawiona możliwości zawarcia przyjaźni. Stop. Miała jednak przyjaciela. Był nim Severus Snape – słaby chłopak o ciągle przetłuszczonych włosach, mający problemy z nauką. Lily postanowiła odejść ze świata magii, wtedy ojciec wysłał ją na obóz. Dzięki temu wydarzeniu zmieniła się. Poznała ludzi, którzy jej pomogli. Obcięła włosy, przekuła uszy, nauczyła się bronić i odpowiadać na zaczepki. Potter ledwo poznał „dziewczynkę”, która wróciła po wakacjach do Hogwartu. Na każde zaczepki i drwiny chłopaka reagowała, potrafiła się postawić. Potterowi zaczęło się to podobać, w efekcie się zakochał. Snape zrobił się zazdrosny. Nie mógł konkurować z przystojnym i uzdolnionym Potterem. Za to podsycał niechęć dziewczyny do Gryfona, która przerodziła się w nienawiść.
Co niektóre dziewczyny z fun clubu Pottera nie dawały Rudej żyć więc po rozmowie z McGonagall została ona przeniesiona do innego dormitorium. Sprawa „prześladowania” skończyła się a chłopak dalej nalegał na spotkania…
Na wakacje dziewczyna wyjechała na obóz, który zaowocował kolejnymi zmianami. W trzeciej klasie Evans zaprzyjaźniła się z Jasmin, dziewczyną z pokoju. Zostały one przyjaciółkami. Jamesowi podobały się kolejne zmiany. Jednak nie był jedynym, któremu metamorfoza panny Evans imponowała. Severus również poczuł coś więcej do przyjaciółki, jednak nie wyjawił swojego uczucia.
Następne dwa lata minęły spokojnie. Potter postanowił zrezygnować z obiektu swych uczuć, dziewczyna była wręcz nieosiągalna. Miał każdą inną, jednak ani jedna dziewczyna, z jaką się spotykał nie była ruda. Evans, Potter jak i sam Snape byli zadowoleni z obrotu sprawy. Aż do pewnego momentu… Lily zakochała się w starszym o rok Krukanie, z wzajemnością oczywiście. Sielanka ta trwała miesiąc, w tymże czasie powstała magiczna mapa stworzona przez Huncwotów a sam James poświęcił swoje oszczędności [zbierane na zestaw miotlarski] na magiczny artefakt zwany Pelerynką Niewidką. Okryty pelerynką Potter włóczył się za Evans i Markiem – Krukonem. W ten oto sposób poznawał dziewczynę, której pragnął coraz bardziej, po czym przyczynił się do rozpadu owego związku. Konkretniej mówiąc za sprawką Blacka i jego subtelności para się rozstała. W krótkim czasie, zaraz po rozstaniu, chłopak zaczął prosić Evans o spotkanie. Jednak zapomniał o biednej Monic – własnej dziewczynie. Mimo poniżenia, jakiego dziewczyna doznała z godnością podziękowała Potterowi i zakończyła znajomość oraz opowiedziała Lily o tym jak została potraktowana. To przechyliło czarę – Evans nie mogła już zaufać Potterowi. Coraz częściej kłóciła się z przyjacielem. Snape był zazdrosny o Jasmin oraz nowego chłopaka, którym zainteresowała się Ruda. Pod koniec piątego roku wybuchła prawdziwa bomba, Evans i Potter pokłócili się o Severusa, a rozżalona dziewczyna dodała, co nieco od siebie. Sam Snape również przekreślił przyjaźń, nazywając Lily „szlamą”. Urażona oraz poniżona dziewczyna szukała sposobu na zemstę…I znalazła. Szósty rok, pierwszy mecz w sezonie. Gryfoni grali ze Ślizgonami. Potter w pięknym stylu wbijał punkty[??]… Wygrali. Po meczu miotła Pottera zwariowała w efekcie zleciał z wysokości półtorej stopy. Wyszło na jaw, że za tym stała Evans. Ukarana karnymi punktami i szlabanem czuła pewną satysfakcję, która minęła a dziewczyna poczuła się winna. Wracając do pokoju wspólnego w zadumie potknęła się o wystający kafelek. Nieszczęsnym zbiegiem okoliczności szedł tamtędy Potter. Pomógł jej wstać, po czym ona podziękowała i przeprosiła za aferę z miotłą…
Mijały tygodnie. W prasie było coraz więcej doniesień o tajemniczych zniknięciach i morderstwach… Sam Potter ograniczył swoje zainteresowanie koleżanką z roku. A Evans pewnego dnia odkryła przed nim swoje uczucia… - Ach ta Evans…
Nastały święta, kartoteka woźnego spłonęła a Lily jak i James opuszczali szkołę na ten radosny czas. Ech…
W wielkim skrócie: Lily i Potter mają się ku sobie… Ojciec Gryfona wyleczony… Sam Wiesz Kto zbiera armię oraz pertraktuje z MAGICZNYMI STWOZRENIAMI np. chochlikami [droga autorko – mylisz magiczne stworzenia z potworami]… Kolejne mordy i zaginięcia…
A na koniec niespodzianka: Rodzice Evans zostali zamordowani w własnym domu… Jest to posunięcie całkowicie nieprzewidywalne!
Ogólnie rzecz biorąc: nienajgorzej. Tekst zawiera wzloty i upadki. Z kanonicznością różnie było, jednak poważnych błędów pod tym względem nie znalazłam. Chociaż… te pertraktacje z inferiusami [martwymi ludzkimi ciałami ożywionymi za pomocą magii], one to za pewne miały dużo do powiedzenia…
Obowiązkowo muszę wspomnieć również o Jamesie Potterze, którego nazywasz Jim lub Jimbo… Owe obce imiona ciągną się przez calutkie opowiadanie i prawdę mówiąc nieziemsko mnie irytują, pomijam już fakt, że to nie jest imię Pottera!
Narracja poprawna, trzecioosobowa, ale bardzo przeciętna. Opisów jak na lekarstwo, najbardziej rozbroił mnie jeden: „Wiosną, latem, jesienią i zimą od tygodni panowała ta sama pogoda.
Dużo szarych chmur, deszcz, zimny wiatr i mgła.[…] Fatalna pogoda była skutkiem bardzo złożonej klątwy. Była ona nieodwracalna.
Pogoda zmieniłaby się tylko gdyby zginęła osoba, która rzuciła zły czar
”. Pomysł z klątwą oryginalny, lecz jak dla mnie mało prawdopodobny. Co do błędów: interpunkcja, źle zaznaczane dialogi [po myślniku powinna być spacja], większych błędów gramatycznych nie znalazłam, a przynajmniej nic nie rzuciło mi się w oczy.
Na sam koniec „coś” o bohaterach. Wypada na początku wspomnieć o Lily Evans - nie lubianej dziewczynce, notorycznie „tępionej” przez chłopca o imieniu James. Z cichej i bezbronnej myszki, Lily zmieniła się w walczącą kotkę, aby potem dorosnąć i przyznać się, że tak naprawdę kocha tylko jednego chłopaka… Najlepszą przyjaciółką Rudej jest Jasmin. Jest ona śliczną dziewczyną o sporych predyspozycjach do kompleksów. Śmiem twierdzić, że w przyszłości będzie dziewczyną Blacka. James Potter jest typem Mary Sue – idealny chłopak dla mniej idealnej dziewczyny? Przystojny, romantyczny, utalentowany wręcz idealny – taki właśnie jest. Oczywiście po uszy zakochany w Lily. Jednym z jego najlepszych przyjaciół jest Syriusz Black. Przypuszczam, że został on wydziedziczony i wyklęty przez rodzinę. Wielce ceni sobie przyjaźń, bo jest ona najcenniejszą rzeczą, jaką posiada. Kolejną bratnią duszą Pottera jest Remus Lupin - wilkołak. Dla niego trójka przyjaciół została nielegalnymi animagami. W opowiadaniu jest on przeciętnym uczniem, z czego jestem zadowolona, bo postać „kujona” jest nudna. Podoba mi się również, że autorka uwzględniła w opowiadaniu księżyc, bo tak naprawdę jest to bardzo ważne a większość autorów zapomina o tym… Czwartym z Huncwotów jest Peter Pettigrew. Jest on „najsłabszym” rozrabiaką z całego towarzystwa – i wie o tym. Zazdrości swoim przyjaciołom wiedzy, zdolności i siły… Zawsze obecny w ich życiu [szkolnym], przypuszczam, że będzie miał coś więcej do powiedzenia. A na koniec… Severus Snape, Ślizgom. Niedoszły przyjaciel panny Evans, którego serce i ona podbiła… Obecny i największy wróg Huncwotów. Wykreowany na tego gorszego chłopca, całkowite inny niż Pottera. Przyszły [okrutny i zły] śmierciożerca, jednak czy na pewno?
[11/20]


4.Podstrony:
Menu znajduje się pod tekstem opowiadania. Osobiście nie lubię takiego układu, ale to tylko moje „widzi mi się”. Jest ono przejrzyste i czytelne, posiada wszystko, co powinno być. Dział „o mnie” zawiera tekst piosenki Patrycji Markowskiej Pt.” Musisz być pierwszy” zaś pod strony wersję pierwszą [nuda] i drugą [ciekawa] opisu bohaterów oraz coś o autorce. Dodatkiem do pod stron jest ciekawy szablon zachowany w barwach „brudnego” bzu.
[5/10]


5.Avatar:
Przedstawia część grafiki, nie powala.
[1,5/5]


Podsumowanie:
1+5+11+5+1,5=23,5… Czyli „uśmiech Severka”, jednak byłabym w stanie zaoferować „Nargle” gdyby nie część graficzna bloga. Przyznam się bez bicia, że kiedy weszłam na bloga miałam tylko jedną myśl: znowu ta cudowna i nienaganna Lily… w okropnej oprawie. Lecz po trzytygodniowym wgłębianiu się w tekst [z przerwami] doszłam do wniosku, że autorka posiada potencjał i nie jest źle. Pomysł jest, oczywiście w paru momentach zbyt oczywisty i przewidywalny, ale jest dobrze i to się liczy. Dodatkowo postawiłabym na opisy np. otoczenia, bo naprawdę malutko ich, zaś dialogi i odczucia bohaterów rozwinęłabym. Oraz obowiązkowo radzę zmienić szablon, poszukać lub zamówić a w wolnym czasie pilnie studiować html i załatwić sobie odpowiedni oraz prosty w obsłudze program graficzny np. Adobe Photoshop CS.

Mao de Calinot
Nastrój:
tagi:

Odczyt myśli nr 43

czwartek, 13.września.2007, 16:47




Dawno mnie tu nie było. Przepraszam wszystkich oczekujących i biorę kogoś na tapetę. Tym razem będzie to Paulina Dracuś i jej, a raczej jego oryginalny notatnik (nie mylić z pamiętnikiem, bo pamiętniki to dla dziewczyn są xD)


Oceniam
http://notatnik-draco-malfoya.mylog.pl


1.Pierwsze wrażenie:
Pan Ślizgon… Mmm… Dracuś…Tak rzadko zgłaszają się do mnie Dracony, że mogę z całą stanowczością stwierdzić, iż cierpię na ich niedobór. Klikam sobie na notatnik i moim oczom ukazuje się średniej jakości szablon, choć muszę przyznać, że ma swój klimacik. Cztery wersje Dracona, zieleń i czerń, troszkę bieli, mroczny znak, napisy i ledwo widoczny cień Hogwartu… Nie jest źle. Coś nie tak z menu i nie da się tego nie zauważyć, ale ogólnie jestem nastrojona pozytywnie.
[3/5]


2.Szablon:
Utrzymany w kanonicznych barwach i bardzo dobrze. Nie jest zbytnio urokliwy, ale nie jest także nie do przyjęcia. Coś w stylu tych szablonów, które nikomu nie szkodzą, czyli po prostu „mogą być”. Ani nie mierzi, ani nie zachwyca - po prostu ok. Znacznie gorzej sprawa ma się z menu, które nieco wcina się w szablon, choć zmiana czcionki wyszła blogowi na lepsze. Za menu poleci najwięcej punktów, choć żal mi odejmować, bo słabość mam do Ślizgoniaków.
[8/15]


3.Treść
I cóż ja mam z tym fantem począć droga Paulinko Dracusiu? Notki po prostu zwalają z nóg i spowodowały u mnie lekkie rozstrojenie. Z jednej strony Twój sposób pisania jest dość lekki i niekiedy zabawny. Nie robisz większych błędów ortograficznych i ogólnie całą Twoją pisaninę dobrze się czyta. Z drugiej jakoś gdzieś umknął Ci kanon, Twojemu Dracusiowi Pansy Parkinson za bardzo się nie podoba, chociaż, co tu dużo ukrywać, stara się dziewczyna jak może. Widać też, że nie pałasz sympatią do Pottera, robiąc z niego tchórza, który czmycha przed Draco gdzie pieprz rośnie. Głównym zajęciem naszego kochanego tlenionego blondynka jest tropienie gdzież to się Harry podziewał, gdyż nie był obecny przez jakiś czas w Hogwarcie. Choć kanon masz głęboko w du…żym poważaniu Twoim notkom nie brak specyficznego poczucia humoru i odrobiny sarkazmu. Podobają mi się opisy lekcji i sytuacji, a także relacje Draco i Pansy. Ogólnie ten Twój Draco i jego podejście do sprawy jest po prostu urokliwe. Z notatnika wynika, że szanowny panicz Malfoy zaczął szósty rok nauki w Hogwarcie, jednak zupełnie nie trzymasz się faktów z książki. Przedstawiasz własną wersję, codzienne życie Dracona, jego potyczki z Gryfonami, zabawne anegdotki z pokoju wspólnego Slytherinu, świetnego Severuska, którego ulubionym zajęciem jest odejmowanie Gryfonom punktów. Po raz pierwszy w mojej karierze oceniającej nie mam Ci za złe olania kanonu. Widać, że jesteś fanką Draco, uroczo go przedstawiasz. Ach my śligonki mamy sentyment do takich chłopców. Niech Twój Draco robi co chce, niech wychodzi poza kanon, spuszcza manto Porterowi, mówi niecenzuralne słówka i zachowuje się jakby Rowling nie napisała jeszcze szóstej części. A co tam, w końcu to Draco, Draco o bardzo fajnym charakterku, który jest tylko i wyłącznie Twoją zasługą. Nie myśl sobie jednak, że Ci nie odejmę za ten kanon. Nie ma tak dobrze. Gdyby było więcej o Severusku może i bym oko przymknęła, ale wklejanie odcinków „Włatców Móch” to już lekkie przegięcie. Rozumiem, że jesteś fanką Czesia i innych indywiduów, ale Draco nie powinien być, a zwłaszcza nie powinien zamieszczać nieprzyzwoitej ilości odcinków w swoim notatniku xP. Nie bierz sobie do serca tego kanonu i twórz sobie dalej, bo choć jestem zmuszona odjąć znaczną liczbę punktów Twoja kreacja Draco bardzo mi się podoba, zwłaszcza jego sposób myślenia i działania. Widzę też, że i Tobie zamieszczanie tych treści po prostu sprawia przyjemność. Walić Księcia Półkrwi (książkę rzecz jasna, nie Severuska). Lol xD Jesteś zakręcona hejapozytywnie. Tyle powiem. Pozdrów ziomali śmierciożerców i Miłościwie Nam Panującego Czarnego Pana ;]
[10/20]


4.Podstrony:
Menu cos ci nie wyszło. Masz dość ciekawe nazwy poszczególnych działów menu, ale podzieliły ci się one w bardzo nieestetyczny sposób. Zmiana czcionki i tak sprawiła, że całość wygląda nieco lepiej, jednak do doskonałości daleko. Standardowo licznik, fav, w dziale „coś o mnie i nie tylko” pustka, dalej mamy Księgę Czarnoksiężników, archiwum i ulubionych pod postacią linków. Całości dopełnia muzyczka. Dość przyzwoicie i bez zbędnych ulepszaczy
[6/10]


5.Avatar:
I tu muszę zaprotestować. Zupełnie mi się nie podoba. Choć jest on dopasowany do szablonu lepsza byłaby w tym wypadku wersja nieruchoma
[2/5]


Podsumowanie:
Powiedziałam, co wiedziałam i wyszło z tego 29 punkcików, a że ten Twój Dracuś to taki słodki buntownik, na poły flegmatyk na poły zadziorny boy wpakuję Cię do jemioły, bo kto wie co się w niej czai? Mniej „Włatców Móch” i nieco więcej kanonu, bądź przynajmniej nieco bardziej kanonicznych zachowań postaci (tylko ślizgonów mi proszę nie ruszać, zwłaszcza Draco i Severuska – są w sam raz). Popracuj nieco nad charakterem Harry’ego, wprowadź nieco więcej wątków i pisz dalej Draconie, bo Twój notatnik to fajna sprawa, choć nie wszyscy mogą go czytać bez przekonania, że pewne wątki kupy się nie trzymają. Do diabła z kupą i z kanonem, byle Draco był dracowaty a Severus severusowaty. Tego się trzymajmy i ty się 3m ;*


Mao de Calinot
Nastrój:
Kategoria: Oceny Lady Snape
tagi:

Odczyt myśli nr 42

wtorek, 28.sierpnia.2007, 11:22




Oceniam
http://flames-of-love.mylog.pl


1.Pierwsze wrażenie:
Jak na pierwsze wrażenie to nie jest źle, jednak nieprzychylnie spoglądam na blondynkę, nie zaskarbiła sobie mojej sympatii, lecz jest to tylko rzecz gustu.
[3,5/5]


2.Szablon:
Na pierwszy plan wyskakuje blond dziewczyna, przy której lalka Barbie oraz jej plastikowe koleżanki wydają się bardziej naturalne niż prezentowana dziewoja. Nie wiem czy to moje uprzedzenia czy jak, ale odbieram ową panienkę bardzo negatywnie. Nieco dalej znajduje się Harry w dość zakłopotanej postawie. Do reszty szablonu nie mam żadnych zastrzeżeń. Kolorystyka dobra, brushe urzekły mnie, przyjemnie patrzy się na całość. Zgodną harmonię burzą avy ulubionych.
[10/15]


3.Treść:
Opowiadanie jest o Colette Smith. Matka jej jest francuską czarownicą, która poślubiła mugola pochodzenia angielskiego, dodać trzeba, że ów mężczyzna jest lekarzem. Cała rodzina mieszka w Anglii, lecz dziewczyna uczy się we francuskiej szkole magii. Stosunki rodziców dziewczyny są, co najmniej napięte, mniemam, że jest to skutek długoletniego ukrywania przez Marie Smith swoich magicznych zdolności oraz przeoczeniu tego, że córka tych dwojga również będzie posiadała takowe uzdolnienia. Skutkiem tego są oczywiście kłótnie oraz odsunięcie się ojca od dziewczyny…
Pewnej późnej godziny wieczornej Colette spaceruje po Privet Drive, robi to niemal codziennie odkąd przyjechała do domu na wakacje. Tegoż wieczoru ujrzała czarnowłosego chłopaka siedzącego na ławce, którego wcześniej nie widziała oraz nie znała. Jego osoba niezmiernie zaciekawiła dziewczynę, więc postanowiła podejść do niego i zacząć rozmowę. Owa scena zakończyła się „sprzeczką”, po czym zainteresowani rozeszli się do domów. Następny ranek Harry spędził na przemyśleniach, które zakończyły się poszukiwaniami dziewczyny. Początki były dość trudne, lecz zainteresowana pojawiła się, po czym naskoczyła na Pottera niczym kotka. Konwersacja zakończyła się równie szybko jak się zaczęła, pozostawiając w Potterze pewne pożądanie? Kolejne spotkanie dwojga młodych ludzi przyniosło z sobą nieoczekiwane, lecz przewidywalne zdarzenie – pocałunek. Ulotna chwila minęła, przeszedł czas na żale, smutki, rozstanie[?].
Czas nieubłaganie szybko mija, nastaje chwila kolejnego spotkania „nieudolnych kochanków”. W rezultacie kolejna nieudana próba rozmowy… kolejne koślawe pożegnanie, lecz na jak długo?
Zrządzenie losu sprawiło, że Colette popadła w niemałe tarapaty, uciekając przed pijanym mężczyzną oddaliła się od domu, od Harrego. Napastnik dopadł dziewczynę z niecnym zamiarem skrzywdzenia jej. Coś świsnęło i błysnęło, pojawił się Harry, uratował pannę Smith. Nie umknęło mojej uwadze to, że nie dostał, żadnej sowy choćby z malutkim upomnieniem z Ministerstwa Magii. Młody Potter również się tym nie przejął, w końcu został bohaterem.
Niebezpieczne wydarzenie zbliżyło do siebie Harrego i Colette. Spędzali z sobą każdą chwilę, aż nadbiegł koniec letnich wakacji - czas pożegnania, łez…
I w taki o to melancholijny sposób zakończyła się część pierwsza historii miłosnej.
Nie da się ukryć, trzeba się zgodzić z słowami autorki: ”Wyszło jak brazylijska telenowela.” Wszystko przesiąknięte plastikiem, dodatkowo bardzo przewidywalne… Eh, jednak przyznaję, że bardzo dobrze napisane. Żadnych błędów, które wprawiały by moje serduszko w drżenie. Tu i ówdzie brakuje paru przecinków i na tym koniec. Całościowo bardzo dobrze, coś się dzieje, lecz całą akcję przytłacza nadmiar uczuć dwojga młodych ludzi, co prowadzi do stanu otępienia. Zdarzyło mi się z niedowierzaniem patrzeć w tekst, parę razy ziewnąć…
Miejsce zamieszkania panny Colette również mnie nie zaskoczyło, w końcu tak bliskie sąsiedztwo nie jest w cale podejrzane…
Sam fakt nie znania nazwiska CHŁOPCA, KTÓRY PRZEŻYŁ jest porażający, w końcu jego sława nie ogranicza się tylko do wyspy, na której mieszka. Nawet pani Smith nie wykazała najmniejszej reakcji na jego obecność w swoim domu.
Kanoniczność ciotki Petunii daje do myślenia, chociaż sądzę, że ona właśnie taka jest, śmierć siostry pozostawiła jednak na niej piętno… Ale to tylko moje przemyślenia, w to się nie wgłębiajmy.
Hermiona podkochująca się w Harrym?? Wszystko możliwe, takie przynajmniej odniosłam wrażenie. Ron jak to Ron – zazdrosny. Większych zbieżności nie widzę. W każdym bądź razie jestem na tak.
[13/20]


4.Podstrony:
Minimalizm zachowany prawie w całym menu [ach… te avatary]. Archiwum zostało zastąpione spisem treści, który cieszy się coraz większym powodzeniem. Szanowany dział „o mnie” reprezentuje sobą - nic wielkiego, lecz trzeba przyznać, że zawarte pytania dają do myślenia… W dwóch słowach: przyzwoite menu.
Dodatkowych szablonów na pod stronach nie widać, jednak jest styl CSS, który jest dość ubogi.
[6/10]


5.Avatar:
Składa się z części grafiki, więc pasuje do szablonu, dodatkowo jest animowany. Jednak nie powala.
[2,5/5]


Podsumowanie:
Z czystym sumieniem umieszczam Cię w narglach. Nie jest źle, ale mogłoby być lepiej. Piszesz dobrze, i w końcu się rozkręcisz. Radziłabym porzucić styl „brazylijski”, on naprawdę nudzi, chociaż w pewnych momentach jest potrzebny – lecz nie przez całe opowiadanie.

Mao de Calinot
Nastrój:
tagi: